szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 10.01.2011

W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
REKLAMA
szukaj

Przełamać strach

Z prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, dr n. med. Grażyną Rogalą-Pawelczyk rozmawia Ewa Sawicka.
 

ES.:Z informacji, jakie podano na pierwszym Ogólnopolskim Kongresie Ekspozycji Zawodowej „Dbając o Zdrowie – narażają zdrowie” wynika, że świadomość zagrożeń wynikających z ekspozycji zawodowej jest wśród polskich pielęgniarek bardzo niska.

 

Pozwolę sobie je przytoczyć (za naszym portalem internetowym www.nursing.com.pl): „W Polsce szacunkowo dochodzi rocznie do 37 tys. zakłuć ostrym sprzętem medycznym, czyli do ok. 100 zakłuć dziennie. Trzeba powiedzieć jasno, że w polskich szpitalach nie ma mechanizmów pozwalających na precyzyjne monitorowanie takich zdarzeń, wobec czego rzeczywista ich liczba może być całkiem inna.

 

Z badań przeprowadzonych w naszym kraju wynika, że tylko 20-25% przypadków ekspozycji zawodowej na materiał zakaźny jest zgłaszanych przez pielęgniarki, czy ekipy sprzątające, zaś przez lekarzy – jedynie 2%.

 

Eksperci tłumaczyli, że duży odsetek zakłuć, a jednocześnie niska zgłaszalność takich zdarzeń wynika z braku wystarczającej świadomości na temat zagrożeń, jakie może wywołać ekspozycja zawodowa oraz brak jednolitego systemu zgłaszania i monitorowania tego rodzaju wypadków”...

 

GRP.:Znam te dane, ale nie do końca się zgadzam z poglądem, że polskie pielęgniarki nie mają pajęcia o zagrożeniach. Taki stan, moim zdaniem, nie wynika z nieznajomości procedur, jakie powinny zachowywać, czy braku wiedzy na temat zagrożeń, ale z tego, w jaki sposób pracodawcy podchodzą do tego typu zdarzeń i konieczności wdrożenia procedury: sformowania komisji, czasowego odsunięcia pielęgniarki od pracy, sporządzenia dokumentacji itd. 
 
Powiedzmy otwarcie – to pracodawca, czyli właściciel i menadżer kreuje środowisko pracy. Uważam, że w wielu przypadkach, choć oczywiście nie zawsze, pielęgniarki nie zgłaszają tego typu zdarzeń z obawy przed negatywną oceną, z uzasadnionego lęku, że informując o zakłuciu, zostanie się uznana za nieuważną, niezborną gapę, zbyt starą lub zbyt niedoświadczoną, by dalej pracować. Kogoś, kto sprawia kłopot, bo sam odrywa się od pracy i jeszcze innych zmusza do dodatkowego wysiłku, a zakład naraża na koszty. 
 
Bliższe zagrożnie – utarta pracy lub premii – budzi większy strach niż zagrożenie trwałej utraty zdrowia?! 
 
Proszę nie zapominać, w jakich warunkach zwykle dochodzi do zakłuć. Z jednej strony są określone procedury, których pielęgniarka przestrzega i odpowiedni sprzęt np. do niszczenia zużytych igieł, a z drugiej stres, tempo pracy, zmęczenie.
 
Pracodawcy wymagają obecnie przede wszystkim wydajności, stąd skracanie przerw, przydzielanie jednej, a jak ma się szczęście, to dwóm pielęgniarkom po 40 pacjentów, konieczność prowadzenia coraz bardziej rozbudowanej dokumentacji. To nie brak przestrzegania procedur, ale właśnie te osłabiające koncentrację czynniki sprawiają, że dochodzi do nieumyślnego kontaktu z zagrażającym zdrowiu materiałem biologicznym.
 
Jeśli raz i drugi zakłucie obyło się bez konsekwencji, to w myśl arcypolskiego przekonania „jakoś to będzie”, przestaje się z czasem zwracać na to uwagę?
 
To, co złe przydarza się zwykle innym, nie nam. W naszej rodzinie nie ma HIV, żółtaczki, a jeśli jest, to widocznie „los tak chciał”, albo „to kara za grzechy”, bo i w takich kategoriach zdarza się niektórym myśleć. Nie tylko pielęgniarki myślą życzeniowo.
 
Są instrukcje, jak stawiać rusztowania, a mimo to wciąż zdarzają się wypadki na budowach, są przepisy nakazujące odśnieżanie, a mimo to zimą giną ludzie na nieoczyszczonych drogach, w niektórych rejonach kraju regularnie zdarzają się powodzie, choć można ich skutki zminimalizować budując wały. Bo zawsze przedtem było to „jakoś to będzie”. Do tego dochodzi jeszcze postawa „skoro tam na górze się nie przejmują, to co ja się będę przejmowła”.
 
Zastanawiam się, na ile unijna dyrektywa dotycząca zapobiegania zranieniom ostrymi narzędziami w sektorze opieki medycznej, którą nasz kraj jest zobowiązany wprowadzić w przyszłym roku wpłynie na zmianę tej postawy. Czy faktycznie zwiększy bezpieczeństwo pracy?
Zdecydowanie wpłynie.
 
Już samo to, że pracodawca będzie zobligowany poinformować o niej personel sprawi, że niejedna pielęgniarka zastanowi się nad możliwymi konsekwencjami niezgłaszania zakłucia. Dyrektywa nakłada na pracodawców także obowiązek wprowadzania bezpieczniejszego sprzętu...
 
...na którym pielęgniarki będą musiały nauczyć się pracować, co pociąga za sobą zmianę nawyków. Nie obawia się Pani, że część z nich zastosuje bierny opór, jeśli np. pracodawca w atmosferze przymusu lub lekceważenia „co ta Unia znów nam tu miesza”, przedstawi nowe wymogi? 
 
Dyrektywa nie tyle wprowadza nowe przepisy czy procedury, ile wzmacnia już istniejące. Kładzie duży nacisk na zwiększanie bezpieczeństwa personelu – nie tylko pielęgniarek i położnych, ale też lekarzy, pracowników technicznych, czy sprzątających, którzy mogą mieć kontakt z zagrażającym materiałem biologicznym. 
 
Nie ma co się oszukiwać, zakłucia zawsze się będą zdarzały. Chodzi o to, by były jak najrzadsze i żeby pielęgniarki nie bały się o nich powiadamiać. A przełamanie strachu przed możliwymi konsekwencjami takiego zgłoszenia leży po stronie pracodawcy. To on musi stworzyć taką atmosferę, by pielęgniarka nie czuła się winna, że doszło do takiej sytuacji i poddała się leczeniu poekspozycyjnemu bez obaw o utratę miejsca pracy.
 
Jednak najważniejszą sprawą jest prewencja, czyli edukowanie pielęgniarek, jak mają postępować, by uniknąć zakłuć. Czekanie na wynik testu, który obowiązkowo się wykonuje po zgłoszeniu zakłucia, to tak naprawdę czekanie na wyrok. W naszych warunkach odbywa się to bez żadnego instytucjonalnego wsparcia pschologicznego.
 
Jako nauczyciel akademicki i opiekunka praktyk nie spotkałam się z sytuacją, by zagrożonej pielęgniarce wsparcia udzielał specjalnie do tego delegowany przez pracodawcę psycholog, a choćby pielęgniarka oddziałowa czy np. starsza pielęgniarka nadzorująca stażystkę. To się na ogół odbywa na zasadzie koleżeńskiej.
 
Sytuacja osoby, u której rzeczywiście dochodzi do zarażenia jest jeszcze trudniejsza. Nie tylko z powodów zdrowotnych, ale też życiowo-towarzyskich. Zawsze powtarzam młodym adeptkom zawodu, żeby nie bały się zgłaszać zakłuć w obawie przed utratą pracy, bo jeśli w jego efekcie dojdzie do zarażenia i nie przejdą na czas leczenia poekspozycyjnego, to i tak tę pracę, a przy okazji zdrowie, a bywa że i życie, mogą stracić.
 
Marzę o sytuacji, w której pielęgniarka w uzasadnionej obawie przed ekspozycją zawodową odmawia wykonania jakiegoś zabiegu, a przełożony podchodzi do tego z szacunkiem i zrozumieniem. Nie ma Pani wrażenia, że nie tylko pacjenci, ale też pracodawcy oczekują od pielęgniarek poświęcania się do tego stopnia, że kiedy na szali leży ich bezpieczeństwo i wydajność, to drugie ma pierwszeństwo?
 
Wciąż jest silne przekonanie, że pielęgniarka służy, a nie pracuje. To się przekłada na wynagrodzenie – służbie zwyczajowo się nie płaciło lub płaciło mało, ale też na warunki pracy. Pamiętam, że gdy pojawiły się u nas pierwsze doniesienia o wirusie HIV, lekarze mieli prawo do ochrony, a pielęgniarkom, które przecież miały częstszy kontakt z zarażonymi, odmawiało się noszenia tych kosmicznych hełmów. Dziś każdy stomatolog, ba nawet świadoma kosmetyczka, nosi podczas wykonywania zabiegu przesłonę na twarzy. 
 
Jeśli pielęgniarkom zdarza się odmawiać wykonywania jakiejś czynności, to zwykle z powodu troski o pacjenta, gdy mają obawę, że zaszła pomyłka w zaordynowanych lekach lub że same ze zmęczenia mogły niedokładnie zrozumieć instrukcję, a nie z powodu obawy o własne bezpieczeństwo. Nie, to się chyba nie zdarza.
 
Dyrektywa da im taką możliwość, bo p. 4 załącznika wyraźnie stwierdza „Każdy pracownik ma obowiązek w możliwie największym stopniu dbać o własne bezpieczeństwo i zdrowie oraz bezpieczeństwo i zdrowie innych osób, na które mają wpływ wykonywane przez niego czynności w miejscu pracy, stosownie do wytycznych otrzymanych w trakcie szkolenia oraz instrukcji dostarczonych przez pracodawcę.”
 
Sądzi Pani, że będą chciały z tej możliwości korzystać?
 
Tam, gdzie pracodawcy są świadomi kosztów, nie tylko tych krótkoterminowych, ale długofalowych, niezgłaszania zakłuć, czy innych przypadków ekspozycji zawodowej (bo przecież zakłucia są tylko jednym z wielu czynników ryzyka zawodowego), pewnie tak się będzie działo.
 
To, czy pielęgniarki będą korzystały z przysługujących im praw, zależy w dużym stopniu – o czym już mówiłam – od tego, jak do wdrażania dyrektywy podejdą pracodawcy, i czy pod jej wpływem zmienią swoją postawę.
 
Obserwując to, co się obecnie dzieje w wielu miejscach, ciśnie mi się na usta (być może kontrowersyjna) uwaga, że nawet dobry gospodarz lepiej traktuje psa, bo wie, że ten odpłaci mu się dobrym dozorem, niż niejeden pracodawca w sektorze medycznym zatrudniony u niego personel.
 
Pozwolę też sobie zacytować znaną mi wiekową, emerytowaną pielęgniarkę: raz na jakiś czas pracodawca każe nam zrobić przegląd zdrowia, żeby sprawdzić, czy nadal może nas używać bez konsekwencji dla siebie.
 
Czy jednak nie jest tak, że pielęgniarki – z powodów, które Pani wyłuszczyła wyżej – nie są zbyt bierne? Przecież mogą, nie pojedynczo, ale jako związek zawodowy albo samorząd, usiąść do rozmów z pracodawcą, by ustalić sensowny harmonogram zmian, jakie w myśl dyrektywy należy wprowadzić w danej placówce, by zwiększyć bezpieczeństwo pracy. Czy Izba ma jakiś pomysł, by je do takiej aktywności zachęcić?
 
Planujemy szereg działań edukacyjnych, bo podstawą jest rzetelna wiedza. Nie czekając na wejście w życie Dyrektywy zaczynamy w „Magazynie Pielęgniarki i Położnej” cykl artykułów poświęconych zwiększeniu bezpieczeństwa pracy,
 
planujemy spotkania i konferencje bezpośrednio odnoszące sie do zagrożeń związanych z wykonywaniem naszego zawodu, a także propagujących wiedzę dotycząca tego, jakie skutki prawne oraz organizacyjne niesie ze sobą przyjęcie przez Polskę Dyrektywy, której p. 7 załącznika wręcz nakłada na przedstawicieli pracowników obowiązek współpracy z pracodawcą „na odpowiednim poziomie w celu eliminowania ryzyka i zapobiegania mu, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa pracowników oraz tworzenia bezpiecznego środowiska pracy,
 
konsultując się również w kwestii doboru i stosowania bezpiecznego sprzętu, określania najlepszych metod prowadzenia szkoleń oraz procesów związanych z przekazywaniem informacji i zwiększaniem świadomości”. Jako samorząd zawodowy pielęgniarek i położnych na pewno będziemy aktywnie „przekazywać informacje i zwiększać świadomość”.
 
Cieszę się, że nasz Magazyn będzie miał w tym swój skromny udział. Dziękuję za rozmowę.
 
Data dodania: 2012-08-13 21:57:53
Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



Komentarze

prośba

Generalnie, wywiad mi się podobał. Uważam, że takie rozmowy powinny ukazywać się w mediach centralnych, nie tylko zawodowych. Mam prośbę do autorki wywidu o wyraźne oznaczenie, co, kto mówi. Natomiast, zdania rozpoczynające się małą literą sugerują, że coś się "urwało". Pozdrawiam

REKLAMA
 
 
ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.