Pielęgniarki Położne

Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej

Logowanie

 
Przeszukaj serwis
szukaj
Dializa domowa
Przeszukaj serwis
szukaj

Jednak jest się czym szczycić

Małopolska Rada Zdrowia Publicznego dokonała analizy zysków i strat we wdrażaniu nowej wizji medycyny ratunkowej w regionie. Za zdobytą poprzez praktykę wiedzę słono zapłacono. Jednak bilans jest pozytywny.

 

W Krakowie jako pierwszym z dużych miast wdrożono pięć lat temu zintegrowany system ratownictwa medycznego (ZRM), organizując sieć siedmiu (w tym pediatryczny) szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR), sterowaną przez centrum powiadamiania usytuowane w Krakowskim Pogotowiu Ratunkowym.

 

Stopniowo rozszerzono ją na całą Małopolskę, wypracowano model współpracy z TOPR i GOPR oraz Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym (LPR).

 

W opinii dr. Zbigniewa Żyły, zastępcy dyr. LPR ds. medycznych, osiągnięto najwyższy pułap profesjonalizmu, choć niestety były straty: złe decyzje finansowe doprowadziły do utraty samolotu ratunkowego.

 

Pewną miarą skuteczności systemu ratownictwa medycznego jest liczba naruszeń prawa i nieprawidłowości na styku LPR i ZRM. W Małopolsce jest ich najmniej. Po ośmiu latach funkcjonowania LPR wykonuje 6 tys. misji rocznie.

 

SOR to nie poradnia
W Polskę poszedł sygnał, że z doświadczeń krakowskich warto czerpać. Z odległych regionów kraju przyjeżdżali zainteresowani, by podpatrywać działanie wypracowanego tu modelu. Z czasem jednak ZSRM zaczął szwankować.

 

Zdaniem dr. hab. med. Leszka Brongela, regionalnego specjalisty w dziedzinie medycyny ratunkowej, organizatora systemu małopolskiego, najbardziej zaszkodziły mu stare nawyki.

 

Ludzie są przyzwyczajeni, że na pogotowie ratunkowe można się zgłaszać pod byle pretekstem: z bólem brzucha i bólem zęba, po receptę.

 

Utrwaliło się też przeświadczenie, że via pogotowie można się najszybciej gruntownie zdiagnozować i omijając kolejki, poddać operacji.

 

Do świadomości krakowian nie dotarło, że jest ogniwo pośrednie między POZ a medycyną ratunkową.

 

W razie nagłych, lecz niezagrażających życiu zdarzeń mogą korzystać z kilku całodobowych specjalistycznych poradni, zamiast szturmować SOR.

 

Miarą deformacji są liczby. W 2007 r. krakowskie SOR-y przyjmowały na dobę 700 pacjentów; działające w poprzednim systemie pogotowie ratunkowe miało zaledwie 120-140 pacjentów.

 

Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie miesięcznie przyjmuje 17 tys. zgłoszeń, z czego do wyjazdów kwalifikuje 4 tys. (czyli trzykrotnie więcej trafia do Centrum bez potrzeby). Łatwo sobie wyobrazić, że podobne nieprawidłowości występują w całym kraju.

 

Czyja to wina? Przystępując do wdrażania systemu ratownictwa medycznego, należało dobitniej uświadomić społeczeństwu: koniec ze specjalistyczną poradnią na kółkach. Niestety, nie zrobiono tego.

 

Gdy SOR-y odmawiały przyjazdu w sytuacjach nie mających nic wspólnego z zagrożeniem życia, rozczarowani pacjenci udawali się do mediów, a te szybko zwęszyły niewyczerpane źródło sensacyjnych newsów.

 

Żeby nie trafić na pierwsze strony gazet, najczęściej przyjmowano roszczeniowych pacjentów.

 

To zaś skutkowało – przy głębokim niedofinansowaniu – zadłużaniem SOR-ów (w Szpitalu im. Rydygiera 1 mln rocznie!) i pokusą: zamknąć SOR, bo utoniemy w długach.

 

W Krakowie taki los spotkał dwie świetnie wyposażone jednostki – najpierw z niesłychaną pompą otwierane, a po paru miesiącach cicho zamknięte. Ile zmarnotrawiono publicznych pieniędzy, które poszły na ich z pewnością najlepsze w sieci wyposażenie, nigdy się nie dowiemy.

 

Pojawienie się podmiotów niepublicznych, chcących świadczyć – na kontrakcie z NFZ – usługi w stanach nagłych, zdaje się podważać pewnik, że za pieniądze funduszu nie da się zbilansować działalności.

 

Jednak zakłady niepubliczne konsekwentnie stosują kryterium „stanu zagrożenia życia”.

 

Złota godzina nie jest fikcją
Teraz weryfikuje się przedsięwzięcia niekonfrontowane z rzeczywistością. Po czasie wiadomo: aglomeracji krakowskiej wystarczyłyby cztery SOR-y. Czy proces redukowania pójdzie dalej

 

Pojawiła się koncepcja uruchomienia w miejsce SOR-ów całodobowych izb przyjęć (tak zrobił szpital Uniwersytecki), nieobarczonych tak surowymi rygorami, finansowanych podobnie jak przychodnie specjalistyczne.

 

Mówi się o kategoryzacji (referencyjności) SOR-ów. Ma ona przeciwników: standard powinien być jeden.

 

Trwają dyskusje nad szczegółami, ale wiadomo jedno: nie wolno wylać dziecka z kąpielą, kierunek jest dobry.

 

Wskaźnik zgonów przedszpitalnych dla urazów, zawałów serca i udarów mózgu w Polsce jest wysoki (52%), a w Krakowie wynosi 47%. Nadal więc jest się czym szczycić.

 

Czas dotarcia do ofiar wypadków został skrócony, tzw. złota godzina nie jest już fikcją. System lepiej sobie radzi z masowymi wypadkami, czego dowiodła niedawna kolizja pod Wawelem autobusu z tramwajem.

 

Akcję straży pożarnej i wielu zespołów ratowniczych przeprowadzono dużo sprawniej niż podczas pamiętnego karambolu we mgle kilkunastu samochodów na obwodnicy Krakowa.

 

Najnowsze rozwiązania teleinformatyczne pozwalają sprawniej zarządzać z centrali przy ul. Św. Łazarza 13 podstawowymi i 12 specjalistycznymi zespołami RM.

 

Polecenie wyjazdu pojawia się w ambulansie w postaci wydruku. System GPS wykreśla najkrótszą drogę najpierw do miejsca zdarzenia, a potem do SOR-u.

 

Praca dyżurnego dyspozytora z teleinformatycznymi narzędziami jest dużo łatwiejsza i na każdym etapie poddana monitoringowi.

 

Mapa karetek oznakowanych kolorami (jasnozielony – wolna; czerwony – z pacjentem; ciemnozielony – postój, oczekiwanie) ułatwia podejmowanie trafnych decyzji.

 

Przeszkadzają luki w prawie
Wniosków nasuwa się wiele, ciągle też wiele jest luk prawnych. Rozwiązania systemowego wymaga problem transportu międzyszpitalnego (pojawiają się podmioty oferujące taką usługę).

 

Warto doprecyzować zakresy kompetencji – o czym nie może decydować ratownik, a co rozstrzyga usytuowany w Urzędzie Wojewódzkim lekarz koordynator ZSRM.

 

Wiadomo też, że z wielu powodów nie było słuszne usuniecie z wszystkich karetek obsady lekarskiej (np. decyzji o zastosowaniu wobec pacjenta psychiatrycznego pasów bezpieczeństwa nie może podjąć ratownik).

 

Urządzenie większej liczby lądowisk dla śmigłowców – w rozwiązanie tego problemu chce się merytorycznie włączyć lotnicze pogotowie.

 

Zintegrowany system ratownictwa medycznego musi działać, ponieważ jest to formacja niezbędna. Jednak jego wizja musi być skrojona na polską – nie amerykańską kieszeń.

 

Stąd w wypowiedziach członków Małopolskiej Rady Zdrowia Publicznego – menedżerów opieki zdrowotnej, specjalistów regionalnych i samorządowców – wiele było krytycznych uwag do nowelizacji ustawy o RM i apele, żeby chodzić po ziemi…

 

Halina Kleszcz

Data dodania: 2010-03-05 13:03:50
Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



Kampania "Nie krêpuj siê - zerwij z milczeniem"
1_Program_Dźwięki_Marzeń

1_Program_Dźwięki_Marzeń

Data: 02.08.2010

Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.