|
|
|
Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej |
|
|
|
|||
![]() |
Wizyta w Instytucie Reumatologii w Pradze
Na początku 2009 r. w czeskim dzienniku „Dnes” oraz na portalu internetowym www.iDnes.cz ukazał się artykuł o Janie Korandovej, zwyciężczyni konkursu „Pielęgniarka Roku Republiki Czeskiej”.
Z artykułu można było dowiedzieć się, że jest ona twórczynią czeskiego pielęgniarstwa reumatologicznego.
Postać wydała mi się tak fascynująca, że postanowiłem przetłumaczyć ten artykuł; opublikował go „Magazyn Pielęgniarki i Położnej” nr 4/2009.
Czytelnicy mogli się z niego dowiedzieć, że Jana Korandova, naczelna pielęgniarka Instytutu Reumatologii w Pradze, aktywnie pracuje w europejskich strukturach Europejskiej Ligi Przeciwreumatycznej EULAR i prowadzi szkolenia dla pielęgniarek w całej Europie.
Gdy wysłałem pani Janie egzemplarz z artykułem, odpisała: „Skoro pan spopularyzował moje osiągnięcia wśród polskich pielęgniarek, zapraszam pana na kurs dla nauczycieli pielęgniarstwa, który organizuję w Brnie w październiku 2009”.
I tak rozpoczęła się nasza współpraca, a potem przyjaźń.
Dzięki korespondencji z Janą dużo dowiedziałem się o jej pracy i dydaktycznych przedsięwzięciach.
Wymiana listów pozwoliła mi bliżej poznać czeskie pielęgniarstwo, konfrontowaliśmy nasze poglądy nt. kształcenia pielęgniarek w Polsce i w Czechach. Spotkaliśmy się po raz pierwszy w lipcu 2009 r.
Instytut Reumatologii w Pradze mieści się w zabytkowym budynku, zlokalizowanym w Dolinie Nuselskiej nieopodal Wyszehradu.
W pobliżu znajduje się rozległy kampus Wydziału Medycznego Uniwersytetu Karola. Tam oczekiwała mnie Jana Korandova.
Okazała się dynamiczną osobą z ciepłym uśmiechem i niezwykłym darem komunikatywności.
Długimi korytarzami, przez Poradnię Przykliniczną i część szpitalną instytutu zaprowadziła mnie na drugie piętro zabytkowej wieży.
Po drodze mijaliśmy pacjentów i ich rodziny; Jana z każdym zamieniała słówko, wymieniała pozdrowienia. Widać, że jest lubiana i że wszyscy ją znają.
W wieży mieści się kilka pracowni i gabinetów oraz gabinet naczelnej pielęgniarki Instytutu. Było już po godz. 16.
Nie urzędowała już kadra kierownicza i osłabł główny nurt pracy szpitala, toteż było możliwe zwiedzanie pomieszczeń instytutu.
Kawa w zabytkowej wieży
Zaczyna go od załatwienia bieżącej korespondencji i spraw administracyjnych szpitala i poradni, po czym robi „obchód”, spotyka się z pielęgniarkami i pacjentami.
Następnie przygotowuje się do odprawy i w niej uczestniczy. Pozostały czas dzieli między różne obowiązki.
Dużo czasu poświęca na prowadzenie zajęć dydaktycznych ze studentami pielęgniarstwa Uniwersytetu Karola, także po angielsku ze studentami pielęgniarstwa z Wielkiej Brytanii, którzy przyjeżdżają do Pragi w ramach stypendium ERASMUS.
Instytut Reumatologii w Pradze jest jednym z wiodących ośrodków pielęgniarstwa reumatologicznego w Europie, choć nie znajduje się na liście rankingowej centrów badawczych wytypowanych przez EULAR.
Jana Korandova prowadzi także warsztaty edukacyjne dla pacjentów i ich rodzin, a co jakiś czas szkoli pielęgniarki w ramach kształcenia podyplomowego w dziedzinie pielęgniarstwa reumatologicznego.
Niektóre z takich szkoleń odbywają się poza granicami Czech. Jej czas pracy przeciąga się poza godziny urzędowania, a część tych zadań wykracza poza podstawowy zakres obowiązków.
Jana Korandova często podróżuje służbowo, nie tylko po Europie.
Jako ekspert EULAR uczestniczy w kolejnych rundach spotkań ekspertów (Londyn, Kopenhaga, Amsterdam), gości na krajowych i światowych kongresach reumatologicznych.
Jest znaną postacią w czeskim parlamencie i w Parlamencie Europejskim, bowiem lobbuje tam na rzecz pacjentów reumatologicznych. Jej służbowy kalendarz zapełniony jest na 2 lata do przodu.
Dlatego cieszyłem się, że znalazła czas, by spotkać się ze mną i pokazać mi Instytut Reumatologii.
Wizyta w szpitalu
Na korytarzach znajdują się różnej wysokości ławeczki dla pacjentów, jest dużo kwiatów, dużo dziennego światła i ładny widok na patio z magnolią, kwitnącą dwa razy w roku.
Rzuca się w oczy, że wszystkie pomieszczenia mają zamknięte drzwi, również sale chorych.
Podchodzimy do zamkniętych drzwi, puka i czeka na sygnał zaproszenia. Gdy słyszy „proszę!”, uchyla drzwi i sama wsuwa się do środka tak, by drzwi nie otwierać szeroko.
Słyszę, że pozdrawia pacjentów, informuje ich, że ma gościa z Polski, i pyta się, czy może mi pokazać wnętrze. Pacjenci zgadzają się, wtedy otwiera drzwi szerzej, bym mógł wejść.
Pozdrawiam pacjentów po czesku, co wzbudza ich sympatię.
Jana Korandova pokazuje mi, jakie technicznie udogodnienia dla pacjentów znajdują się w sali, w łazience i w WC (każda sala ma swój własny węzeł sanitarny).
Pacjenci chętnie włączają się do rozmowy i opowiadają o swoich doświadczeniach z korzystania z tych pomocy. Niektórzy pokazują, co jak działa.
Są uczynni i – co mnie zaskakuje – pogodni. Dziękujemy i przechodzimy dalej. Drzwi za nami pozostają zamknięte.
Gdy wchodzimy do następnych sal, Jana zachowuje się identycznie jak poprzednio. Za każdym razem jest naturalna i niczego przede mną nie odgrywa.
Ona wie, że uczę komunikowania interpersonalnego, więc tym baczniej ją obserwuję.
Zauważam, że jej umiejętności komunikowania się osiągnęły najwyższy, czwarty poziom rozwoju, czyli poziom nieświadomej kompetencji. To dlatego jest tak naturalna.
Na dużej wizytówce na kolejnych zamkniętych drzwiach jest napis „Dyżurka pielęgniarek” i tabliczka z nazwiskami ordynatora, pielęgniarki oddziałowej i pozostałych pielęgniarek tego oddziału.
Te drzwi nie mają klamki, więc nie można tu wejść z korytarza.
Gospodyni informuje mnie, że za chwilę pokaże mi dyżurkę pielęgniarek, ale prosi, bym nie wchodził od razu do środka, bo nie wie, co one robią. Puka w drzwi i czeka, aż zostaną otwarte.
Wchodzi sama i przymyka lekko drzwi. Słyszę jak pozdrawia pielęgniarki i informuje o wizycie gościa z Polski, pytając o zgodę na zwiedzanie.
Potem otwiera drzwi na oścież i zaprasza do środka, wszystkich przedstawia.
Jest wiele zabawy, gdy nazywam siebie „zdavotní bratr” (w czeskim nazewnictwie używa się wyrażenia „zdavotní sestra” także w stosunku do pielęgniarzy, ale w unijnej nomenklaturze pielęgniarz po czesku to „všeobecný ošetřovatel”).
W dyżurce pielęgniarek znajdują się szafy z lekami i przechowywana jest dokumentacja pielęgniarska, tutaj także przygotowywane są zestawy do większości wstrzyknięć.
Do dyżurki pacjenci nie wchodzą – jest to wyłącznie pomieszczenie służbowe dla pielęgniarek, ale nie pokój socjalny.
Osobny gabinet zabiegowy znajduje się w innym miejscu i służy do pobierania materiału do badań, niektórych zabiegów, tu też przeprowadza się badanie fizykalne.
Część zabiegów pielęgniarskich odbywa się przy łóżku chorego.
Pacjenci mają bezpośrednią łączność głosową z pielęgniarkami poprzez system telefonów przyłóżkowych (nie ma dzwonków).
W oddziale znajdują się odrębne gabinety zabiegowe do podawania leków biologicznych. Pacjenci przebywają w nich pod opieką specjalnie przeszkolonej pielęgniarki, a po zabiegach powracają do swoich sal lub do domu.
Odwiedziny bliskich
Wizyty osób bliskich możliwe są tylko po południu, gdy większość zabiegów i procedur medycznych zostaje zakończona.
Chodzi o to, aby nie rozpraszać chorych w trakcie terapii i niepotrzebnie nie czekać, aż pacjent wróci z jakiegoś zabiegu lub z ćwiczeń w dziale rehabilitacji.
W ten sposób odwiedzający nie przeszkadzają pracownikom szpitala w ich normalnym rozkładzie pracy.
Wszyscy akceptują te zasady i nikt nie próbuje ich łamać (Czesi słyną z tego, że nie relatywizują przepisów i są wewnętrznie zdyscyplinowani). Za to po południu szpitale są otwarte dla odwiedzających.
Właśnie przechodzimy obok pokoju dziennego pobytu. Przy ławach, na fotelach o różnej wysokości siedzą pacjenci i ich goście.
Jana Korandova zagaduje do nich, żartują ze sobą, panuje biesiadna atmosfera.
W reumatologii zasadą jest, że nie rozmawia się o chorobie (z wyjątkiem badania fizykalnego), toteż pytania Jany dotyczą pozytywnych zdarzeń dzisiejszego dnia i najbliższych pacjentów.
Oni również nie mówią o swoich dolegliwościach. Dowiaduję się, że jest to wynik edukacji prowadzonej przez zespół terapeutyczny, w której pielęgniarki mają największy udział.
Ciągle przebywając z pacjentami, mają dużo możliwości prowadzenia planowej edukacji chorych, indywidualnej i grupowej. Jana podkreśla, że każda z tych form jest skrupulatnie planowana.
Jestem tym zaciekawiony, ponieważ moje polskie doświadczenie jest inne.
Okazuje się, że czeskie pielęgniarki mają podobne kompetencje zawodowe co polskie, lecz wykonują swoje obowiązki literalnie przestrzegając przepisów prawa. Nie podejmują zadań wykraczających poza zakres kompetencji.
Jest to możliwe z co najmniej dwóch powodów: w Czechach nigdy nie zrezygnowano z kształcenia pielęgniarskiego personelu pomocniczego (czynności higieniczne, karmienie, obsługa chorych, słanie łóżka), a standard kształcenia pielęgniarek jest szczególnie sprofilowany.
Kładzie się w nim silny nacisk na kształtowanie umiejętności komunikowania się z pacjentem i jego rodziną oraz na edukację.
Na te przedmioty przeznacza się znacznie więcej godzin zajęć niż w Polsce.
Zaskoczyło mnie to, że studenci pielęgniarstwa odbywają praktyki z komunikowania się z pacjentem w określonej specjalności medycznej.
Mając zajęcia w szpitalu, widzą pracę pielęgniarek, asystentek pielęgniarskich, opiekunów chorych i sanitariuszy. Każda z tych grup ma inny zakres zadań.
Dlatego prowadzenie edukacji pacjentów przez pielęgniarki jest tu oczywiste.
Szpital ich domem
A mnie ciągle nurtuje pytanie, czy standard komunikowania się z pacjentem, a zwłaszcza zamknięte drzwi sal chorych, pukanie do drzwi, pytanie o zgodę, przedstawianie się pacjentom – czy ten standard stosowany jest przez wszystkich pracowników szpitala?
Jana z przekonaniem potwierdza i wyjaśnia to w sposób dla mnie zaskakujący.
Mówi: „Mamy takie zasady, ponieważ nasi pacjenci są przewlekle chorzy. Hospitalizacja często trwa dość długo. Sale chorych są ich prywatnymi pokojami, w których powinni czuć się dobrze.
Członkowie zespołu terapeutycznego muszą być przygotowani, że wchodząc do sali mogą zastać pacjenta w intymnej sytuacji. Pacjent ma prawo onanizować się lub zwyczajnie dłubać w nosie.
Każde nieumiejętne wejście pracownika do pokoju chorych może kosztować nas, cały zespół terapeutyczny, utratę zaufania pacjenta. Zaufania, które wszyscy budujemy z wielkim trudem.
Nieszczęściem byłoby, gdyby pielęgniarka zastała pacjenta w intymnej sytuacji.
Ona może o tym nikomu nie powiedzieć, ale pacjent będzie miał poczucie, że lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, ergoterapeuci – wszyscy pracownicy szpitala zobaczyli go w krępującej sytuacji.
Tak nie można traktować ludzi. To byłby ogromny uraz psychiczny”.
Wojciech Nyklewicz
Data dodania: 2010-06-16 13:40:24
KomentarzeBądź pierwszym komentującym ten materiał. |
|
||||||
|
||||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||