szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 10.01.2011

W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
REKLAMA
szukaj

Gracias a Dios, tengo trabajo!

Po doświadczeniach na oddziałach ginekologicznych, położniczych i pediatrycznych zapragnęłam zmiany i czegoś więcej. Poprosiłam o przeniesienie, choćby na czas letnich urlopów. Niektórzy patrzyli na mnie z niedowierzaniem, że z takiej ciepłej posadki odchodzę na własną prośbę.

 

Miałam do wyboru kilka oddziałów. Wybrałam chirurgię, która zawsze mnie pociągała, choć kojarzy się z oddziałem ciężkim, gdzie jest się w ciągłym ruchu i wszystko powinno być na wczoraj.

 

Obserwując pracę na oddziale teraz, kiedy wszelkie zabiegi wykonuje się właściwie taśmowo, rutynowo i na akord… często miewam skojarzenia z fabryką, zakładem usług, warsztatem, gdzie przywozi się zepsute urządzenia do naprawy. Jedne udaje się naprawić, inne już nie wracają do domu, jedne naprawić łatwiej, nad innymi trzeba trochę popracować... Mimo „zindustrializowania” chirurgii, pacjent czeka na zabieg miesiące, czasami nawet lata.

***
Oddział liczy 28 łóżek i zazwyczaj mamy pełne obłożenie. Na porannej zmianie są trzy pielęgniarki, trzy pomoce pielęgniarskie i oddziałowa, która bardzo dużo pomaga, właściwie pracuje razem z nami. Na popołudniowej zmianie są dwie pielęgniarki i dwie auxiliar de enfermería, a na nocy dwie pielęgniarki i jedna auxiliar.

 

Ja oczywiście staram się być pielęgniarką, a nie mechanikiem, i pracować ludźmi, a nie z urządzeniami. Czasami to bardzo trudne. A żeby wypełnić stos papierów, często trzeba zostać po pracy. Moim zdaniem praca jest źle zorganizowana, ale nie mnie to zmieniać. Szpital funkcjonuje tak od lat i nikt nie narzeka, bo nikt nie zna innej formy pracy i współpracy. W ciągu siedmiu godzin pracy można usiąść na 10-15 minut i zjeść na szybko grzankę z oliwą.

 

Nie ma to nic wspólnego z polskimi, jak ja to nazywam, „kanapkami pielęgniarskimi”, czyli każdy coś przynosi i robi się półmisek kolorowych kanapek z pasztetem, pomidorem, jajkiem, serem, rzodkiewką i szczypiorkiem. Czasami myślałam nawet, żeby przygotować takie śniadanie moim hiszpańskim koleżankom, ale chyba nie na tym oddziale. Tutaj nie ma czasu na nic.

 

Dzień zaczyna się od ustnego raportu i kawy, a później już cały czas w biegu. Zabieramy się za poranne zlecenia: pobieranie krwi, antybiotyki, clexany, glukometry, toalety, zmiany pościeli. Od 9 zaczynają schodzić się lekarze i wtedy zaczyna się prawdziwy kocioł. Nie ma tutaj typowego porannego obchodu z tego względu, że na oddziale mamy pacjentów różnych specjalności.

 

Są pacjenci po zabiegach, którymi zajmują się tylko onkolodzy, są pacjenci po zabiegach neurochirurgicznych, chirurgii naczyniowej, urazowej, chirurgii przewodu pokarmowego. Mamy tu dosłownie wszystko: od bariatrii po opiekę paliatywną. Na ostatnim dyżurze nocnym przy bardzo obfitym krwotoku z rurki tracheotomijnej u jednego z pacjentów poczułam się jak na laryngologii w „Barlickim” ponad 20 lat temu... To już tyle lat?

***
Około 9 przychodzą lekarze różnych specjalności – nie wiem jeszcze, kto jest kto. Niektórzy idą sami zobaczyć pacjenta, czasami zmieniają opatrunek, jeśli jest to coś skomplikowanego lub jest przy tym uczący się rezydent. Wielu jednak potrzebuje pielęgniarki, aby im asystowała i podała nożyczki w odpowiednim momencie lub rozpakowała pojemnik ssący do redona.

 

Zazwyczaj są to lekarze z długim stażem, tytułami i pozycją, którzy mają dużo czasu i wydaje im się, że świat kończy się na jego osiągnięciach i na tym pacjencie, którego właśnie zoperował. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że lekarzy jest dziesięciu, a my jesteśmy trzy.

 

Praktycznie do 14 lekarze snują się po oddziale i najczęściej okupują nasze trzy komputery i stanowisko pracy, a o 14:30 okazuje się, że i tak wszystkie zlecenia nie są jeszcze zaktualizowane i nie da się ich wydrukować. W zabiegowym oprócz pacjentów hospitalizowanych przychodzą pacjenci „z miasta” na opatrunki.

 

Nie wiem, czy to tzw. pacjenci prywatni, jak to kiedyś w Polsce bywało, czy dawni pacjenci z naszego oddziału z niewyleczonymi ranami pooperacyjnymi, stopami cukrzycowymi, drenami. Podczas tego całego zamieszania trzeba oczywiście znaleźć czas na doraźne zlecenia nie cierpiące zwłoki, zmieniać kroplówki, porozmawiać z pacjentem, podać czyste prześcieradło, zaparzyć rumianku, kontrolować diety, wysłać zamówienie do apteki, bo znów czegoś zabrakło, zmienić wkłucie, odebrać dziesięć telefonów i tyleż dzwonków...

 

O 14:30 drukujemy zlecenia i zostaje nam 30 minut na opisanie 10 naszych pacjentów. W tym czasie przychodzi już zmiana popołudniowa, która szybko musi się brać do pracy, bo inaczej nie zdąży zrobić wszystkiego i znów gdzieś komuś zabraknie te pół godziny.

***
O 15:15 zazwyczaj jestem po pracy, ale za to jeszcze całą drogę do domu myślę, czy wszystko zrobiłam, czy nie pomyliłam się, czy koleżanka nie wkurzy się w końcu, że znów zostawiłam wózek do opatrunków delikatnie mówiąc lekko zabałaganiony i niekompletny... Póki co nikt się nie denerwuje o takie drobiazgi, bo wszyscy tak pracują i staramy się wybaczać sobie różne niedociągnięcia, ale gdzie w tym wszystkim czas na planowanie opieki, na proces pielęgnowania, na diagnozę pielęgniarską...

 

Jak tu mówić o przepływie informacji, porozumieniu i współpracy w interdyscyplinarnym zespole terapeutycznym? Kolejne światowe kryzysy, wieczny brak funduszy na ochronę zdrowia, dziury budżetowe i starzejące się społeczeństwo sprawiają, że nasza praktyka zawodowa wciąż nie nadąża za rozwojem pielęgniarstwa jako nauki, a holistyczne podejście do zdrowia pacjenta ogranicza się wyłącznie do wykonania zleceń lekarskich. Tutaj niestety tak to wygląda. Zmiany na lepsze nikt na razie nie oczekuje, każdy z nas mówi: „ Tengo trabajo” – „mam pracę”, dodając w duchu: „Gracias a Dios!” – „dzięki Bogu!”.

 

 

Renata Smela

 

List ukazał się w Magazynie Pielęgniarki i Położnej nr 9.2011

Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



REKLAMA
 
 
ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.