|
|
|
Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej |
|
|
|
|||
![]() |
Kiedy maluję, jestem sobą
Kiedy maluję, nie jestem pacjentem, jestem sobą. Zapominam o łóżku, lekach, opatrunkach. Moje obrazy są pełne kolorów, zapachów, wiatru. Dlaczego kolory?
Bo przenoszą mnie daleko stąd, daleko od beżowożółtawej sali, z pomarańczowym kółeczkiem na suficie, które jest pierwszą rzeczą, jaką widzę każdego ranka.
Życie w zamknięciu czterech ścian, w nieustającym szumie szpitalnego życia toczącego się za drzwiami, nie jest życiem.
Moim marzeniem jest wyrwać się na wakacje, nie miałem ich od trzech lat. Od trzech lat, które spędzam w coraz to innych szpitalnych łóżkach.
Moje obrazy są odzwierciedleniem moich wspomnień, wyobraźni. Dzięki nim przenoszę się do miejsc, w których chciałbym być, spotykam się z tymi, z którymi chciałbym być.
Kiedy maluję, granice przestają istnieć, granice, które narzuca niepełnosprawność, choroba, izolacja. Kiedy maluję, czuję powiew morskiej bryzy, słony smak nadmorskiego powietrza. W mojej pamięci ciągle są żywe obrazy z przeszłości, ale stale powstają nowe. Te nowe obrazy można zobaczyć na mojej wystawie „Outside this box”.
„Box” w tytule wystawy to izolatka szpitalna, w której przebywam jako pacjent od ponad ośmiu miesięcy. Sala o wymiarach 3 x 2,7 x 2,5 m jest moją celą, w której, chcąc nie chcąc, zamieszkałem i która na długi czas stała się moim małym światem w świecie.
Pomimo uwięzienia zdarzają mi się chwile wolności, kiedy jestem daleko stąd. Wyobraźnia nie ma granic, może przenieść cię gdzie chcesz, w dowolny, najbardziej zwariowany, szalony świat, jaki tylko sobie wyobrazisz.
Proces malowania zawiera w sobie różne elementy i doznania, bywa i radosny, i frustrujący. Dla mnie jest też procesem leczącym duszę, szczególnie w trudnych momentach osamotnienia.
Moją złość i frustrację przemieniam na pełne barw niekończące się krajobrazy, uwięzione w płótnie.
Obraz zamykający cykl „Quiet life” symbolizuje nadzieję oraz zamyka jeden rozdział i otwiera następny Andrew Blackwell Na początku miało być o terapiach, później o wystawie malarstwa jednego z moich pacjentów.
W miarę jednak przemyśleń, rozmów i pisania na pierwsze miejsce zaczął się wysuwać sam Andrew. Jaki jest Andrew? Pierwszy raz spotkaliśmy się ponad rok temu w czasie jego pierwszego pobytu na oddziale.
Teraz od kilku miesięcy ponownie leży na naszym oddziale i nadal ani ja, ani moje koleżanki nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, jaki jest Andrew. Może przez wyznaczanie granic, jakich nam – obcym (w tym personelowi medycznemu), Andrew przekraczać nie pozwala. Urodził się z rozszczepem kręgosłupa 41 lat temu. Wiele z tych lat spędził w szpitalnych łóżkach, szczególnie ostatnie, a zaczęło się od odleżyny na plecach, niegojącej się, zainfekowanej i odpornej na wszystkie stosowane do tej pory metody leczenia.
Andrew właściwie nigdy się nie skarży, ale między słowami wyraża (bardzo rzadko) obawy, co do przyszłości.
Pozwala na wykonywanie czynności pielęgniarskich jedynie w takim stopniu, jaki jest konieczny, często wydając dyspozycje, w jaki sposób dana czynność ma być wykonana. Tylko dwie pielęgniarki na oddziale mogą pobierać krew z jego trudnych żył.
Zawsze, chociaż niechętnie, zgadza się na wykonywanie czynności przez studentów, ale chętnie opowiada im ze szczegółami swoją historię choroby, tłumacząc na czym polegają jego schorzenia. Andrew mieszka sam, właściwie poza szpitalem jest samodzielny we wszystkich czynnościach codziennego życia. W szpitalu ze względu na zainfekowaną ranę umieszczony jest w izolatce.
Ani ja, ani chyba moje koleżanki nie zastanawiałyśmy się wcześniej, jaki wpływ na pacjenta ma długa, kilkumiesięczna izolacja.
Nie myślałam do czasu wystawy prac Andrew zorganizowanej w szpitalu. Wystawa jest zbiorem dotychczasowych prac malowanych w szpitalnej pracowni Artscare.
Outside this box
Rozbijająca się o brzeg morska fala, góry o dziwnych kształtach, kwiaty rozkwitające bujnie u podnóża gór, wreszcie łódka płynąca spokojnie po cichym morzu – “Quiet life”. Rok temu Andrew malował głównie dzikie koty, co odzwierciedlało jego nastroje, postawę. Teraz są to obrazy pozbawione dzikości, sam autor wydaje się też odmienionym człowiekiem.
Kiedy pytam Andrew o terapię – od razu zaprzecza – nie, nie w jego przypadku, nie ma potrzeby tego rodzaju terapii. Maluje, bo lubi.
Malowanie pozwala na oderwanie się od rzeczywistości izolatki, którą porównuje do pudła, więzienia, ale, może bardziej na oderwanie się od bólu, niepokoju o jutro, czy w końcu pielęgniarek i lekarzy z ich uwagami, co dla niego jest najlepsze oraz całym asortymentem leków, opatrunków, igieł... Zanim, około trzech lat temu, pojawił się problem z raną na plecach, Andrew prowadził bardzo czynne życie. Angażował się w różne projekty jako wolontariusz.
Ukończył studia dla pracowników socjalnych i przez osiem lat pracował w największym szpitalu w Belfaście. Z pracy musiał zrezygnować z powodów zdrowotnych.
Leżąc w łóżku przez długie godziny, dużo czyta, ogląda telewizję, spędza czas z odwiedzającymi go przyjaciółmi. Więc jaki jest Andrew? Może odpowiedź na pytanie, jaki jest Andrew, jaki jest każdy pacjent z osobna, nie jest najistotniejsza, chociaż na pewno ważna.
Najważniejsze, aby w każdym pacjencie zobaczyć człowieka ze wszystkim, co go otacza, z jego nastrojami, radościami, obawami, żeby czasem wyjść poza ramy szpitalnej rutyny i potraktować pacjenta, nie jak pacjenta – kogoś skazanego na naszą łaskę czy niełaskę, ale po prostu człowieka.
Tacy pacjenci jak Andrew są dla nas bardzo cenni, bo przez długi okres opieki nad nimi widzimy całość naszej pracy.
To, czego nie zrobiliśmy w porę, co zaniedbaliśmy, obraca się przeciw nam (często również skutkuje brakiem poprawy czy wręcz pogorszeniem stanu zdrowia), a to, o co się zatroszczyliśmy w odpowiednim czasie, przynosi efekt w postaci poprawy zdrowia pacjenta, naszej satysfakcji oraz relacji personel – pacjent.
Artykuł jest owocem naszych długich rozmów, wystawy oraz przemyśleń, do jakich kontakt z Andrew zmusza.
Andrew zdecydowanie nie jest osobą, do której podchodzi się obojętnie. Na zakończenie chcę podziękować Andrew za współpracę, wyrażenie zgody oraz okazane zaufanie. Katarzyna Trzpiel, Belfast KomentarzePoruszająca opowieść o przyjaźni..pomiędzy pielęgniarką a pacjentem. Życie pisze najbardziej przejmujące, czasami drastyczne ale i pełne miłości scenariusze. Pełen profesjonalizm pielęgniarki, życzliwe podejście do Pacjenta- człowieka. Pozostaje mi tylko życzyć miłych zdrowiejących pacjentów a dla Andrew pogodności ducha nadziei, że będzie lepiej. |
![]()
|
||||||
|
||||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||