|
|
|
Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej |
|
|
Przeszukaj serwis
|
|||
![]()
Przeszukaj serwis
|
La Tercera Centro
Przed piętnastą byłam już na oddziale. Oczy podobno miałam jak „cinco duro”, szeroko otwarte i pełne obaw. Ze wszystkimi po kolei trzeba było się wycałować, bo taki zwyczaj panuje w Hiszpanii.
Pierwsze spotkanie, prezentacja imion, które i tak natychmiast się zapomina, i dwa całusy w policzek lub raczej muskanie i cmokanie do ucha. Oddział nieduży, jakieś 30 łóżek. Dwuosobowe sale chorych z łazienkami.
Transplantologia, ale wszyscy używają nazwy Tercera Centro, co oznacza trzecie piętro, skrzydło centralne. Takie nazewnictwo ułatwia poruszanie się po szpitalu, a Hiszpanie są bardzo praktyczni.
To, czego doświadczyłam na tym oddziale w ciągu dwóch tygodni pracy, przeszło moje oczekiwania.
Spodziewałam się, że będę obserwowana, krytykowana, jeśli czegoś nie będę wiedziała, bałam się, że mój brak doświadczenia będzie miał wpływ na ogólną opinię o polskich pielęgniarkach.
Moje obawy były zupełnie bezpodstawne. Zostałam przyjęta do zespołu wyjątkowo serdecznie. Tłumaczono mi wszystko z uśmiechem na twarzy, z cierpliwością i ze wszystkimi szczegółami, wręcz z pasją.
Krok po kroku wdrażano mnie w zwyczaje panujące na oddziale, procedury i techniki.
Pielęgniarz Paco, z którym „pracowałam” tego pierwszego popołudnia, jest profesjonalistą w każdym calu i pasjonatem zawodu. Musiał wykonać swoje i moje obowiązki i jeszcze przy tym wszystko mi tłumaczyć.
Jeśli pozwolił mi coś zrobić, to musiał to skontrolować. Myślę, że dla niego to popołudnie było równie trudne jak dla mnie, ale nawet przez moment nie dał mi tego odczuć.
Chwilami oczywiście czułam się jak piąte koło u wozu, ale robiłam co mogłam: mierzyłam ciśnienie, rozpuszczałam leki, przyszedł czas na mierzenie poziomu glukozy przed kolacją.
Ucieszyłam się, że wreszcie mogę samodzielnie zrobić coś pożytecznego. Paco przygotował mi tacę z glukometrem, paskami i jednorazowymi lancetami.
Pierwszy raz widziałam takie lancety, ale pomyślałam: „co tam! zaraz je rozpracuję!”. Niestety, szybciutko musiałam wrócić i poprosić Paco o zademonstrowanie działania tego wynalazku.
Wtedy poczułam zakłopotanie i po raz kolejny uświadomiłam sobie, że naprawdę muszę uczyć się wszystkiego od początku, od podstaw.
Nie umiałam zaprogramować pompy infuzyjnej, bo nigdy takiej nawet nie widziałam, nie wiedziałam, dlaczego te pompy wiecznie piszczą i co zrobić, żeby przestały, nie umiałam wykonać EKG, nie umiałam zdejmować staplerów, nie mówiąc o tym, że nie wiedziałam, że tak się nazywają…
Ale nigdy nie zamierzałam udawać kogoś innego niż jestem, nie potrafiłabym udawać, że wiem, kiedy nie mam o czymś pojęcia.
Bardziej bałabym się popełnić błąd niż narazić na śmieszność i przyznać, że potrzebuję pomocy.
W zespole przyjaznych , serdecznych ludzi, profesjonalistów, dzień po dniu uczyłam się i nabierałam pewności siebie. Po kilku dniach zaczęłam już pracować w miarę samodzielnie.
Pierwszy dyżur nocny był dla mnie niezapomnianym doświadczeniem.
Około północy dowiadujemy się, że na OIOM-ie zmarł młody mężczyzna, rodzina zgadza się na pobranie organów do przeszczepu. Tutaj do rodziny zawsze należy ostatnie słowo. Dla nas oznacza to pracowitą noc.
O pierwszej w nocy przyjeżdża pierwszy biorca po serce: Hugh, 64-letni Szkot, mieszkający w Murcji od 7 lat. Ani on, ani żona, ani towarzyszący przyjaciel nie mówią słowa po hiszpańsku.
Trudno nam w to uwierzyć, ale trzeba sobie jakoś poradzić.
Mimo że nie mówię po angielsku zbyt dobrze, a właściwie prawie w ogóle, to na oddziale uchodzę już za eksperta językowego, bo jakoś udawało mi się porozumieć z pacjentem i jego żoną.
Przynajmniej na tyle się przydałam tej nocy. Poza tym nic więcej nie mogłam zrobić dla koleżanki Angeles, z którą wtedy „pracowałam”.
Procedura, stos papierów do wypełnienia, badania i kolejni biorcy wzywani jeden po drugim w środku nocy.
Dwóch pacjentów przyjechało na przeszczep wątroby. Jeden z listy oczekujących i drugi z listy rezerwowej.
Dwóch starszych panów, z których jeden z marskością wątroby spowodowaną nadużywaniem alkoholu.
Gdyby analiza krwi wykazała u niego obecność alkoholu, automatycznie wątrobę dostanie pacjent z listy rezerwowej. Dwóch następnych biorców po nerki…Wszyscy z rodzinami, z osobami towarzyszącymi.
Atmosfera, jaka panuje wtedy na oddziale, jest zupełnie wyjątkowa. Widać podenerwowanie, ale i radość, niepewność i nadzieję. Tej nocy nikt nie zmrużył nawet oka.
A ja, mimo że mało użyteczna, poczułam, że uczestniczę w czymś bardzo ważnym, wyjątkowym.
Trzej pacjenci, którym przeszczepiono narządy, szybko wrócili na oddział, tylko Hugh z nowym sercem musiał zostać dwa tygodnie na OIOM-ie.
Przez kolejne dni obserwowałam, jak szybko narządy podejmują pracę, jak szybko goją się rany pooperacyjne, jak zmienia się życie pacjentów, jak są szczęśliwi, że skończyły się dializy, że podarowano im nowe życie.
Dwa tygodnie minęły jak jeden dyżur. Na koniec usłyszałam wiele miłych słów od nowych koleżanek i oddziałowej.
Zapytałam, czy mogłabym przychodzić czasami jako wolontariusz i dalej przyswajać sobie to, co jeszcze sprawia mi trudność, a mianowicie zlecenia lekarskie.
Nie praktykuje się wolontariatu w szpitalu państwowym, ale dla mnie zrobiono wyjątek. Mogę przychodzić, kiedy tylko chcę, obserwować i pomagać. Mam na to zgodę oddziałowej i pielęgniarki naczelnej.
Pielęgniarka w państwowym sektorze nie ma możliwości wyboru oddziału, na którym chce pracować. To jest loteria. Ja zrobię wszystko, żeby kiedyś wrócić na Tercera Centro.
Renata Smela, Totana, Hiszpania KomentarzeBądź pierwszym komentującym ten materiał. |
|
||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||