|
|
|
Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej |
|
|
|
|||
![]() |
Mija rok
Zima
Wkoło biegają podekscytowani ludzie z aparatami fotograficznymi, dzieciaki tarzają się w śniegu, lepią bałwany.
Trochę mnie to rozśmiesza, bo czy w Polsce ktoś z nas tak reaguje na śnieg? (Po paru godzinach nie ma po nim śladu).
Wiosna
Jak Wyspa długa i szeroka będą maszerować parady, a piwo w pubach będzie lać się strumieniem. Lecę do domu, nastawiam budzik na 10:45 i rzucam się do łóżka. Parada wyrusza z centrum o 12:00, nie jest wielka, ale za to głośna i kolorowa. Poprzebierane dzieciaki hałasują, a niezliczone ilości św. Patryków i węży kołyszą się w rytm bębnów i flecików.
O 13:00 jest już po wszystkim. Postanawiamy z przyjaciółmi poświętować po irlandzku, czyli przejść się po pubach. Tego dnia wszędzie serwują guinnessa z koniczynką na piance.
Po zwiedzeniu barów jedziemy nad morze. Zachodzące słońce oświetla brzeg Morza Irlandzkiego, zimny wiatr zawodzi, odbijając się od stromego brzegu.
Szum morza, muszle i ważne rozmowy o niczym. To trzyma nas przy życiu na emigracji. Krótko byłam w domu w Warszawie. Pierwsze dni po powrocie zawsze są trudne, zanim wpadnie się w emigracyjną rutynę. Dziś ma występ nasza emigrancka trupa teatralna.
Krótkie dramy są podsumowaniem rocznych warsztatów.
Na spotkaniach układaliśmy w jedną całość nasze historie; każdy ma przecież inne powody, dla których wyjeżdża, inne doświadczenia z emigracji. Na przedstawienie składają się więc różne opowieści.
Dziewczyna z obsługi tutejszego McDonalda, Murzynka, zagadała do dziecka i pogłaskała je. Ojciec zrobił awanturę, po której straciła pracę. Dużo jeszcze wody upłynie, zanim Irlandia w pełni zaakceptuje przybyszów z innych krain... Dostajemy zaproszenie na dzień integracji mniejszości narodowych z mieszkańcami Irlandii Północnej.
Wczesne lato
Kanapki z salami nigdy nie smakowały tak bosko. Chodzimy po klifach, pod nami buzują turkusowe fale, wielkie mewy kołyszą się na ich grzbietach. Bajka.
Po tym niesamowitym dniu wolno wracamy do miasta, drogę tarasuje nowoczesny pasterz: jedzie terenowym samochodem, poganiając owieczki.
No, naprawdę mnie wzruszyli.Wypijamy toast za następne 40, zajadamy się miętowymi lodami z czekoladą i polskimi truskawkami.
Po drodze zahaczamy o cmentarzysko sprzed tysięcy lat. W deszczu, który się nasila, kamienie robią przygnębiające wrażenie. Wieczór spędzamy... w pubie.
Chyba upodabniamy się do tubylców To niesamowite, że w tak małych miejscowościach jest tak dużo pubów.
Pogoda zmusza do zmiany planów, klify Moheru zostają na następny raz, pozostaje zwiedzanie miasteczka Galway. Jest niesamowicie barwne i artystyczne.
Jesień
Leży już kilka miesięcy, nie wiemy, kiedy wróci do domu.
Warsztaty malarskie organizowane przez ArtsCare są dla niego zbawczą terapią, oderwaniem od długich godzin samotności w małej izolatce.
Jego obrazy są pełne kolorów, połączeniem wspomnień i wyobraźni.
Zmieniam mokre skarpety na suche i do roboty. Pacjentka jest smukłą, siwowłosą lady, otuloną liliową chustą. Pasuje do niej jej imię, Heather, Wrzos.
Miała dziś być wypisana do domu, ale nie przyjechała zamówiona karetka. Nie podoba mi się jej oddech, ale na wszystkie pytania odpowiada, że czuje się dobrze.
Na wszelki wypadek wołam lekarza, który stwierdza zapalenie płuc. Zakładam wkłucie, podaję antybiotyk, Heather nie chce jeść ani pić, dostaje kroplówkę.
Próbuję wmusić w nią kilka kęsów obiadu, zgadza się na lody. Ok, niech będą lody. Heather bardziej udaje, niż je. Uśmiecha się za to tak ujmująco, że nie zamierzam z nią walczyć.
Jest jak dziewczynka, z którą mamy wspólną tajemnicę: nie powiemy nikomu, że nie zjadła obiadu, ale za to obiecuje, że zje kolację. Robi się późne popołudnie, robię zlecenia, a kiedy po jakimś czasie zaglądam do Heather, w jej płucach słyszę całą orkiestrę dętą, sprawdzam parametry, nie mogę oznaczyć saturacji.
Rozcieram jej zimne dłonie opatulam kocem. Proszę lekarza, żeby do niej zajrzał, ale na razie jest zajęty. Sprawdzam parametry co pół godziny, rozmawiamy.
Heather jest przemiła, cały czas żartuje, że wszystko przez tę karetkę, co miała przyjechać, a nie przyjechała. Kiedy na salę wchodzi lekarz, Heather przestaje żartować, przestaje w ogóle mówić.
Wołam ją po imieniu, ale jej utkwione we mnie oczy nic nie widzą. Szybko robimy EKG, ściągamy zespół reanimacyjny, wszystko toczy się teraz gwałtownie jak lawina, szum, głośne polecenia.
Tylko Heather w tym całym zamieszaniu spokojna – i nagle wszystko zamiera. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Stoję na przystanku, deszcz pada tak samo jak siedem godzin temu – jakby się nic nie zdarzyło. Świat spowiła noc i gęste chmury.
Zima
Na oddział przynoszę sernik, ten, który uwielbiają moje córki. Na stole są już potrawy z różnych stron świata, kurczaki po indyjsku, irlandzkie babeczki bożonarodzeniowe, krążki cebuli z ognisto-słodkimi przyprawami z Filipin.
Mnóstwo ludzi, głośna muzyka. A mnie jak zawsze jest smutno, bo dzieje się coś, czego nie mogę dzielić z bliskimi. Biorę na talerzyk mój polski sernik i idę do Andrew.
On świetnie wyczuwa mój nastrój. Siedzimy w ciszy przez chwilę, po czym Andrew mówi, że tego pysznego ciasta to on by jeszcze...więc przynoszę następny kawałek.
Przyjęcie pomału się kończy, wracamy do pracy, a moje emocje na swoje miejsce.
To będzie moje pierwsze Boże Narodzenie w domu, od kiedy przyjechałam do Irlandii.
Jestem wykończona, prawie zasypiam na stojąco. Budzę się po kilku godzinach, w tym czasie moje córki upiekły świąteczne ciasta i ubrały choinkę.
Nie mogę uwierzyć, jest tak pięknie, a ja jestem dziś najszczęśliwszą osobą na świecie. Katarzyna Trzpiel, Belfast KomentarzeBądź pierwszym komentującym ten materiał. |
![]()
|
||||||
|
||||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||