|
Nowoczesność po hiszpańsku
Szpital, w którym pracuję, jest jednym z największych i najnowocześniejszych w Hiszpanii i największy w regionie Murcia. Zawsze marzyłam, żeby przestąpić kiedyś jego progi jako pełnoprawny pracownik. Jak widać, marzenia się spełniają.
Szpital może się poszczycić licznymi zabiegami transplantacji narządów. Najczęściej są przeszczepiane nerki, w 2010 r. odbyło się 50 pobrań i 47 przeszczepów. Statystyka innych narządów wygląda następująco: rogówka oka – 46 pobrań, 34 przeszczepy, serce – 8 pobrań i 6 przeszczepów, wątroba – 35 pobrań i 45 przeszczepów, szpik kostny – 28 zabiegów.
Sporadycznie wykonuje się również przeszczepy trzustki. Dla pacjentów oczekujących na przeszczep nerki oddział dializ ma przygotowane 34 stanowiska, w tym 8 dla nosicieli chorób zakaźnych.
Najnowocześniejszy sprzęt diagnostyczny i zabiegowy sprawia, że każdy skomplikowany czy trudny do zdiagnozowania przypadek prędzej czy później trafia do nas. Dokumentację prowadzi się w systemie komputerowym SELENE. Na niektórych oddziałach, zwłaszcza tam, gdzie większość ekipy stanowią młodzi ludzie, całą dokumentację prowadzi się elektronicznie.
Takie dane, jak wartość ciśnienia tętniczego, stężenia glukozy we krwi, wyniki ekg i rtg ściąga się bezpośrednio z aparatury przez intranet do bazy danych. Wyniki wszelkich badań i cała historia choroby są archiwizowane w systemie informatycznym. Tylko jeśli pacjent ma być przeniesiony do innego szpitala, wyposaża się go w zdjęcie rtg na kliszy i wydruki badań.
Pracownicy szpitala mają do dyspozycji kilkaset bezpłatnych miejsc na dużym, kilkupoziomowym parkingu. Mimo to jadąc na poranną zmianę, trzeba się spieszyć, bo o 7.30 wszystkie miejsca są już zajęte i trzeba jechać na mniej wygodny parking. Na dachu parkingu znajduje się lądowisko dla helikopterów transportu sanitarnego. Mamy też dwie duże restauracje, gdzie do późnych godzin nocnych można napić się kawy lub zjeść coś dobrego, wszak dla Hiszpanów zaplecze gastronomiczne jest nie mniej ważne niż zaplecze medyczne, a może nawet ważniejsze...
Dobre i złe strony pracy w tak ogromnej szpitalu? Często czuję się jak maluteńki trybik w machinie, bez którego ta machina sobie poradzi, ponieważ na jego miejsce może wejść każda inna część zamienna. Tak jak dziś, kiedy znów poczułam, że jestem tylko numerem w grafiku, bo zamiast pracować na Menos Dos (drugi poziom podziemi, gdzie ulokowano oddział prehospitalizacji), musiałam iść na korytarz numer dwa na Urgencias.
Mój jedyny atut to to, że jestem w tym szpitalu jedyną Polką i jedyną Renatą, więc dla moich pacjentów, koleżanek i kolegów może nie zawsze jestem anonimowa. Mówi się, że w mniejszych szpitalach panuje rodzinna atmosfera, wszyscy się znają, jest lepszy przepływ informacji, bardziej funkcjonalny podział obowiązków... Być może. Dla mnie jednak najważniejsze są możliwości mojego rozwoju zawodowego, a móc powiedzieć: „pracuję w Arrixace” w Murcii brzmi bardzo dumnie.
List ukazał się w Magazynie Pielęgniarki i Położnej nr 4.2011 KomentarzeBądź pierwszym komentującym ten materiał. |
|
||||||
|
||||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||