Pielęgniarki Położne

Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej

Logowanie

 
W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
szukaj

Pomarańcze powszednie

Ten rok pod względem pogody jest wyjątkowy. Długa zima, śnieg na Sierra Espuña jeszcze w marcu, deszcze w maju sprawiły, że odnajduję w śródziemnomorskim klimacie coraz więcej uroku.

 

Wycieczki rowerowe za miasto uświadamiają mi, że stają mi się coraz bliższe tutejsze krajobrazy. Uczę się śródziemnomorskiej przyrody, rozpoznaję śpiew ptaków i całą piersią wdycham zapach kwitnących pomarańczy i wszechobecnego rozmarynu. Zauważam, że tutaj też jest pięknie.
 

Jest mi łatwiej. Po siedmiu latach stałam się chyba „dwukrajowcem”. Kiedy jestem w Hiszpanii, tęsknię za Polską, denerwuje mnie sjesta i to, że o 14 zamyka się wszystkie sklepy, by znów otworzyć je o 17.

 

Chociaż od pewnego czasu niektóre sieci sklepów, jak Mercadona czy Consum, ku mojej radości musiały wyjść naprzeciw mieszkającym tu obcokrajowcom i pracują bez sjesty, to jednak w niedziele i święta nie ma mowy o zakupach.
 

Kiedy pobędę miesiąc w Polsce, zaczynają mnie denerwować polskie drogi lub raczej ich brak i to, że sklepy o 18 są już zamknięte, podczas gdy w Hiszpanii zakupy można robić do 21 lub 21.30 nawet w najmniejszym sklepiku.

 

Kiedy odwiedzę już wszystkich najbliższych i znajomych, i spróbuję wszystkich polskich przysmaków, za którymi tęskniłam cały rok, stwierdzam, że czas wracać do domu, do mojej kuchni, do mojego komputera, do mojej pracy, do mojej Totany.
 

Najciekawsze jest to, że zaczynam utożsamiać się z moim środowiskiem zawodowym, z moimi koleżankami z pracy – czy to auxiliares (pomoce pielęgniarskie) czy już teraz również z pielęgniarkami.

 

Coraz częściej łapię się na tym, że mówię po hiszpańsku bez zastanowienia, bez obawy, że popełnię błąd czy że zabraknie mi słowa. Zżyłam się z moimi koleżankami, z moimi podopiecznymi, będzie mi trudno zmienić pracę, ale cóż „la vida es asi” (takie jest życie), to już postanowione.

 

Pierwsze, co zrobiłam po otrzymaniu zgody na wykonywanie zawodu w Hiszpanii, to rozwiozłam moje CV po wszystkich możliwych prywatnych placówkach ochrony zdrowia w promieniu 50 km.

 

Fakt, jest ono dość ubogie, bo moje doświadczenie zdobyte w oddziale otorynolaryngologii w „Barlickim”, żeby nie wiem jak było bogate, tutaj nikogo nie wzruszy.

 

Tutaj liczy się to, co zdobyło się w Hiszpanii. Moje życie zawodowe zaczyna się od zdobycia zaświadczenia z hiszpańskiego Ministerstwa Edukacji. Nie liczę na lawinę telefonów z tych ośrodków, ale próbować trzeba.
* * *
Moją szansę widzę w murciasalud. Tak nazywa się państwowy sektor ochrony zdrowia regionu Murcja. Sposób zatrudniania w sektorze państwowym przypomina funkcjonujące na Wyspach Brytyjskich agencje zatrudnienia z tym, że tutaj nikt nie pobiera prowizji od pracownika.

 

Na giełdzie murciasalud w tej chwili są zarejestrowane 10 534 pielęgniarki (w tym na pozycji 10 532 ja – trzecia od końca!) i 14 295 pomocy pielęgniarskich (w tym ja na pozycji 7314 przez pomyłkę!).

 

Pozycja na giełdzie zależy od ilości zdobytych punktów. Ja mam zero punktów jako pielęgniarka i 31,57 jako pomoc pielęgniarska. Punkty są naliczane nowo przyjętemu na giełdę za uzyskane w czasie studiów oceny ujęte w suplemencie do dyplomu.

 

Według moich wyliczeń jako pielęgniarka miałabym ich około 14 (gdyby urzędnikowi chciało się te punkty policzyć).
 

Za każdym razem, kiedy wychodzi nowa lista na giełdzie pracy, muszę jechać do Murcji, do siedziby murciasalud, i składać reklamację.

 

Pierwsza lista, tzw. wstępna, na której ujęto mnie jako pielęgniarkę, była bez zarzutu. Druga lista przyprawiła mnie o palpitacje, ponieważ nie zostałam tam uwzględniona! Kiedy pojechałam zapytać, o co chodzi, urzędnik, był bardzo zmieszany.

 

Tłumaczył, że nie wie jak to się stało ale… zaginęła moja dokumentacja! Więc czy byłabym tak miła i dostarczyła im dokumenty jeszcze raz. Nie ma sprawy! Dokumenty miałam przy sobie.

 

Na kolejnej liście ze wstępną punktacją odnotowałam brak tych 14 należnych mi punktów za oceny na dyplomie. Punktuje się oceny zwane „matricúla de honor”, „sobresaliente” i „notable”, czyli odpowiednik polskich: celującego, bardzo dobrego i dobrego.

 

W Hiszpanii obowiązuje skala ocen od 1 do 10, przy czym 10 to ocena najwyższa, a najniższa zaliczająca to 5. Pozostałe cztery nie bardzo wiem, czemu służą.

 

Oczywiście upomniałam się o moje punkty, ale w odpowiedzi usłyszałam, że się nie da, że studia nie takie, że dwuletnie, a powinny być trzyletnie, że oceny jakieś inne…(chociaż mają czarno na białym przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego).

 

Diego, urzędnik, z którym załatwiam wszystkie sprawy, obiecał, że zobaczy, co da się zrobić, ale niczego nie obiecuje. Jak znam życie, to nic się nie da zrobić. Normalne – obcokrajowiec zawsze ma trudniej.

 

Suplement do dyplomu, który miał być rozpoznawalny w UE, w Polsce jest po prostu dokumentem niedopracowanym, przynajmniej jeśli chodzi o studia pomostowe. Ja po dwuletnich studiach mam tytuł licencjata pielęgniarstwa i przyznam, że nie chcę na tym poprzestać.

 

Chciałabym kontynuować studia tutaj, nawet wiem jakie, ale niestety w systemie punktów ECTS nie mam takiej możliwości.

 

Jeśli mam licencjat, to powinnam mieć 180 punktów ECTS, które dają możliwość podjęcia studiów magisterskich w każdej uczelni na terenie UE. Moje studia dwuletnie dały mi 120 punktów. To i tak całkiem dobrze.

 

Moje koleżanki, które cieszą się skróceniem studiów pomostowych po trzech lub dwóch semestrach, będą miały 90 lub 60 ECTS. I znów polska pielęgniarka dostaje po nosie, bo ktoś czegoś nie dopatrzył.

 

Jako pomocy pielęgniarskiej naliczono mi 31,75 punktów (30 punktów za ogromny siedmiomiesięczny kurs i 1,75 za pracę na pół etatu w sektorze prywatnym). Ale brakuje mi 20 punktów za tzw. título superior, czyli wyższy tytuł, o które musiałam się upominać.

 

„Och, rzeczywiście, takie drobne przeoczenie” usłyszałam od urzędnika. Tutaj o wszystko trzeba się wykłócać, bardzo pilnować własnych spraw – dobrze, że już teraz wiem, jak.
* * *
W tym roku nie odwiedzę Polski niestety, więc muszę zadowolić się tym, co mam: zatłoczoną plażą, po której nie da się latem chodzić na bosaka, bo parzy, i morskie fale w temperaturze ciepłej zupy. Ktoś może pomyśleć: takiej to dobrze!

 

Zapewniam Was, że gorąca plaża, morze, palmy, pomarańcze po pewnym czasie powszednieją tak samo jak nadbałtyckie wydmy mieszkańcom Łeby. Teraz mam ważniejsze sprawy: praca, praca i jeszcze raz praca. Odpocznę potem.
 

Renata Smela, Totana, Hiszpania

Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 10.01.2011

ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.