szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 10.01.2011

W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
REKLAMA
szukaj

Praktyki zawodowe w Hiszpanii

Dobry los (czytaj: pani naczelna) rzucił mnie na ginekologię na kolejne kilka miesięcy. Oddział, na którym obecnie pracuję, przypomina najzwyklejszy polski oddział w trochę zaniedbanym szpitalu. Sprzęty stare, ściany szare, kafelki w zabiegowym i w łazienkach białe, najzwyklejsze – jak u nas za komuny.

 

Personel też taki trochę przykurzony, zasiedziały, lekko wypalony. Oddział smutny, bo naszymi pacjentkami są matki, które straciły dzieci, młode kobiety po histerektomii, często z bardzo złymi rokowaniami, poronienia, adopcje, ludzkie tragedie… Ale są też oczywiście pozytywne strony pracy na tym oddziale.

 

Na przykład oddziałowa Paqui z iskierkami w oczach, zawsze uśmiechnięta i trochę tajemnicza. Pracowała tu wiele lat, a szefowanie zaczęła od października, więc jeszcze nie ogarnia wszystkiego. Zostaje po godzinach, żeby wypełnić stosy dokumentów, ale nie narzeka. „Moja” Mensi, auxiliar de en fermera, (widoczna na zdjęciu), która jest do mnie „przypisana” i z którą pracuje mi się super.

 

Jest taka spokojna, opanowana, że wydaje się powolna, ale zawsze pomocna i nigdy nie śpi na nocnym dyżurze. Wtedy ja spokojnie mogę „przymknąć oko”. No i wreszcie studentki, które ożywiają trochę atmosferę i dodają świeżości codziennej pracy na oddziale.


Któregoś popołudnia okazało się, że znów będę sama z Mensi, ale oddziałowa z uśmiechem na twarzy powiedziała, że będę mieć pod opieką dwie studentki do pomocy. – Ale co ja mam robić z tymi studentkami? – zapytałam. – Jak to co? Uczyć je zawodu! I to się nazywa „do pomocy”… Miałam trochę obaw, oczywiście głównie z powodu moich własnych kompleksów.

 

Zastanawiałam się, czy będę potrafiła przekazać im wiedzę, umiejętności i czy nie będą zadawać zbyt szczegółowych pytań, na które głupio będzie mi odpowiedzieć:  nie wiem. Kiedyś już pisałam, że móc wprowadzać młodą pielęgniarkę w środowisko, być dla niej wzorem, przekazywać wiedzę i umiejętności praktyczne byłoby dla mnie ogromną satysfakcją i dopełnieniem moich osiągnięć zawodowych.

 

I proszę! Laura i Cristina są studentkami drugiego roku czteroletnich już w tej chwili studiów pielęgniarskich na uniwersytecie prywatnym UCAM (Universidad Católica San Antonio de Murcia). Dla dziewczyn to pierwsze dni w szpitalu. Jedyny kontakt z czynnościami pielęgnacyjnymi i technikami zabiegowymi miały w pracowni pielęgniarstwa na uniwersytecie. Tutaj mam okazję sprostować, że za rok studiów na wydziale pielęgniarstwa trzeba zapłacić nie 4, jak pisałam kilka miesięcy temu, ale 6  000 euro. Cztery lata to 24 000 euro za wykształcenie jednej pielęgniarki! W sumie i dużo to, i mało, jeśli pomyśleć, ilu pracuje na to ludzi.


Praktyki studenckie w Hiszpanii zdecydowanie różnią się od polskich. „Za moich czasów” praktyki wyglądały tak, że kilka uczennic wchodziło na oddział zawsze pod opieką instruktora. Poza praktyką była również teoria, sprawdziany, pogadanki, wskazówki. Instruktorem był zazwyczaj magister pielęgniarstwa lub co najmniej pielęgniarka w trakcie studiów magisterskich. Teraz mam nadzieję, nic się nie zmieniło…

 

Może tylko tytuły o jeden stopień wyżej, czyli dziś mamy doktorów nauk medycznych i co najmniej magistrów jako wykładowców i instruktorów. Jeszcze w trakcie moich praktyk w ramach studiów pomostowych widziałam grupę studentów pod opieką nauczyciela uniwersytetu medycznego, który pokazywał im nie to, jak się pracuje na oddziale, ale jak się powinno pracować. A tutaj studenci uczą się zawodu od pielęgniarek odcinkowych. Istnieje taka funkcja jak „tutor” czy „tutora”, czyli opiekun, opiekunka, mentor.

 

Są to pielęgniarki i pielęgniarze, którzy złożyli wniosek, że w danym roku akademickim chcą być opiekunem praktyk studenckich. Jest to funkcja niepłatna, a uniwersytet proponuje w zamian na przykład ok. 10% zniżki w czesnym, jeśli taki opiekun lub jego dzieci podejmą studia na tej uczelni. Jedynym wymaganiem, jakie stawia się kandydatowi na tutora, jest co najmniej trzyletni staż w zawodzie. Studenci wybierają sobie opiekuna i przychodzą na praktyki według jego grafiku, z nocami włącznie.

 

Często zdarza się, że opiekun ma kilka dni wolnego albo student nie może przyjść, bo ma zajęcia na uczelni. Wtedy przychodzi innego dnia i uczy się od innych pielęgniarek. Jeśli student ma szczęście i trafi na pielęgniarkę, która ma czas i ochotę tłumaczyć, to w porządku. Może być jednak i tak, że student jest traktowany jak piąte koło u wozu i słyszy zrzędzenie: czego was w tej szkole uczą?

 

Właściwie wszystko byłoby dobrze, bo co kraj to obyczaj, tylko że ci opiekunowie praktyk to osoby w bardzo różnym wieku, z bardzo różnym poziomem wiedzy, z mniej lub bardziej przestarzałymi metodami, technikami, bez żadnych kursów przygotowujących do nauczania. Z uniwersytetem, który mógłby od czasu do czasu dostarczyć coś nowego do poczytania, nie mają w ogóle kontaktu, choć wystawiają oceny na koniec praktyk!

 

W rezultacie studenci są zdezorientowani. Wiedzę szkolną (teoria, pracownia, podręczniki) prymuski pamiętają, przeciętni zapominają. W czasie praktyk przyswajają sobie wiedzę praktyczną nieusystematyzowaną i zabałaganioną. Nabierają złych nawyków i uczą się właśnie tego, jak się pracuje w szpitalu, a nie tego, jak się powinno pracować.


Kilka popołudniowych i nocnych dyżurów z Laurą i Cristiną rzeczywiście dało mi wiele satysfakcji. One też mnie polubiły, i to do tego stopnia, że  nie chciały przychodzić w dniach, kiedy pracuje ich oficjalna tutora, co ją bardzo oburzyło. Nie mogła zrozumieć, dlaczego wybrały właśnie mnie. Może jestem bardziej tolerancyjna, może mówię prostszym językiem, co wydało mi się bardzo dziwnym argumentem.

 

Nie, ja po prostu pozwoliłam im wziąć strzykawki i kroplówki do ręki, tłumaczyłam najbardziej podstawowe sprawy i nie dziwiłam się, że czegoś nie wiedzą. Przede mną kolejne wyzwanie. Za namową dziewczyn zgłosiłam, że chcę być opiekunem praktyk. Teraz już wiem, że sobie poradzę, ale bycie takim mentorem zobowiązuje, więc sama muszę nad sobą popracować, kształcić się, rozwijać i być na bieżąco, bo moim następnym podopiecznym może być na przykład ambitny student ostatniego roku pielęgniarstwa, który zacznie zadawać trudniejsze pytania.
 

Hiszpania cały czas mnie zaskakuje. Jeszcze niedawno ktoś mi powiedział, że pielęgniarka cudzoziemka nie ma poziomu nawet hiszpańskiej pomocy pielęgniarskiej, a dziś uczę studentów. Carmelo, który pracuje właśnie na UCAM, jeszcze o mnie usłyszy!  

 

Renata Smela

 

List ukazał się w Magazynie Pielęgniarki i Położnej nr 5.2011

 

Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



REKLAMA
 
 
ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.