|
|
|
Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej |
|
|
|
|||
![]() |
Przyjazd do Totany
Przyznam szczerze, że należę do tej dość licznej, jak sądzę, grupy polskich pielęgniarek, które chciały odejść od zawodu – przynajmniej na jakiś czas. Kiedy urodziłam córkę i założyliśmy z mężem własną firmę transportową, wydawało nam się, że zawojujemy świat.
Życie dość szybko skorygowało nasze nadzieje, zapędzając nas w kozi róg zwany dołkiem finansowym. Po kilku latach łatania dziur doszliśmy do wniosku, że bez udziału kapitału obcego nie wygrzebiemy się z tego dołka. Kapitał obcy należało zarobić za granicą.
Tak się złożyło, że mój brat wyemigrował jakiś czas temu do Hiszpanii i bardzo sobie chwalił tę decyzję. Odwiedziliśmy go więc kiedyś w Święta Bożego Narodzenia i tak już od ośmiu lat z Hiszpanią rozstać się nie możemy.
Hiszpania jest krajem wielonarodowym i wielokulturowym. Od około dziesięciu lat przybywają tu masowo mieszkańcy Ameryki Południowej. Historia lubi się powtarzać; czasem na opak. Niegdyś hiszpańscy konkwistadorzy w Ameryce szukali legendarnego El Dorado, teraz emigranci z Ekwadoru, Boliwii, Peru przyjeżdżają do Hiszpanii, odebrać zrabowane złoto Inków i Azteków...Z tą różnicą, że oni pracują tutaj w pocie czoła przy najgorzej płatnych i najcięższych pracach.
Jest tu również, zwłaszcza na południu, bardzo dużo ludności arabskiej, głównie z Maroka i Algierii. Prawie codziennie do brzegów Wysp Kanaryjskich przybijają łodzie wypełnione do granic możliwości czarnoskórymi nielegalnymi emigrantami z Afryki. Europejskich emigrantów jest także wielu. Najliczniejszą grupę stanowią Rumuni i Anglicy. Polaków można spotkać coraz częściej.
Statystyki plasują mniejszość polską w Hiszpanii na 18. miejscu pod względem liczebności. Kiedy przyjeżdżasz do obcego kraju, nie wiesz o nim kompletnie nic. Zaczyna się od tego, że nie potrafisz poruszać się wśród obcojęzycznego tłumu albo nie wiesz, czym umyć podłogę, żeby błyszczała...
Ja np. od 5 lat testuję najróżniejsze zachwalane przez sąsiadki płyny do mycia dużych powierzchni i widzę, że u nich podłogi błyszczą, a moja wciąż jest matowa! Nie wiesz, od czego zacząć, gdzie się udać w sprawie pozwolenia na pracę. Musisz zebrać mnóstwo papierów, a kiedy wszystko już masz, okazuje się, że połowa była niepotrzebna, bo z dnia na dzień zmieniają się przepisy, które każdy urzędnik interpretuje je po swojemu. Kiedy wreszcie złożysz wniosek, czekasz, czekasz, czekasz...
Wydaje się, że hiszpańscy urzędnicy mają taką dewizę życiową: „co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego”. Wierzcie mi, polskie panie urzędniczki powinniśmy po rękach całować za kompetencje i konsekwencję w działaniu i rzetelność.
Po dwóch latach pobytu w Hiszpanii doczekałam się wreszcie pozwolenia na pracę, przy czym od złożenia wniosku do wydania dokumentu pozwalającego na podjęcie pracy minął rok. Przez dwa lata żyłam obietnicami bliższych i dalszych znajomych o ewentualnym zatrudnieniu: „Jak będziesz miała pozwolenie na pracę, to wszystko będzie proste!”
Od 1 maja 2006 r. rzeczywiście nie ma problemu, Polacy mogą legalnie pracować w Hiszpanii, ale ja nigdy nie miałam łatwo. Często mam wrażenie, że wszystko robię dobrze, ale w niewłaściwym czasie. Urodziłam się też za wcześnie.
Najpiękniejsze lata życia przechodziłam w butach „Podhale” i przestałam w kolejkach, dzierżąc w dłoni kartki żywnościowe. Mama nie mogła tyle stać w kolejkach, bo harowała ciężko na trzy zmiany i jedyne, czego się dorobiła, to żylaki kończyn dolnych.
Teraz kiedy myślę o tamtych latach, to jakbym wspominała dawno obejrzany film science-fiction. Ale nie ubolewam nad swoim ciężkim losem, bo wiem, że nigdy nie jest za późno, żeby spełniać swoje marzenia. Jestem szczęśliwa, że wreszcie świat stoi przed nami otworem, że możemy podróżować, wyjeżdżać do pracy, zwiedzać i nie martwić się o paszporty, wizy, dewizy…
Jestem szczęśliwa, że moje dziecko dorasta w Europie, a nie za żelazną kurtyną, że jeździ na wymiany studenckie do Anglii, Francji, a nie tylko do rodziny na wieś, że uczy się języków i będzie mogła tę wiedzę w życiu wykorzystać, a nie – tak jak ja – zapomnieć, bo kiedyś wyjechać do Anglii znaczyło to samo co lecieć w kosmos.
Pierwsza moja legalna praca tutaj to był magazyn owocowo-warzywny. Zawijałam brokuły w folię lub wkładałam winogronka w plastikowe pudełka. Kiedy słyszę, że ktoś woli sprzątać angielskie czy hiszpańskie domy za konkretne pieniądze niż biegać z przysłowiowym basenem w polskim szpitalu, to nóż mi się w kieszeni otwiera! A nieraz słyszałam takie stwierdzenie. Ale cóż, takie czasy.
Wielu ludzi potrafi schować dumę do kieszeni i nagiąć karku za powiedzmy 7 E na godzinę. Ja w magazynie owocowo-warzywnym popadałam w depresję i żadne pieniądze nie były w stanie przywrócić mi uśmiechu na twarzy.
Jedyną korzyścią, jaką wyniosłam z tej pracy, było nagłe olśnienie przy okazji badań okresowych. Na pytanie o zawód zgodnie z prawdą odpowiedziałam: enfermera, czyli pielęgniarka. Tym stwierdzeniem wprawiłam pytającą w osłupienie. „To co ty tutaj robisz? Czym prędzej zbieraj potrzebne do uznania dyplomu dokumenty i staraj się o normalną pracę!”
Wiadomo, że pielęgniarka to zawód regulowany odrębnymi przepisami. Wiedziałam, że nie jest łatwo wrócić do zawodu we własnym kraju, a co dopiero poza jego granicami. Do pewnego momentu byłam wręcz przekonana, że decydując się na życie na emigracji, muszę zapomnieć o pielęgniarstwie. Rzeczywiście tak było, dopóki Polska nie przystąpiła do Unii Europejskiej.
Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Widmo dwudziestu lat (tyle brakuje mi do emerytury) wśród zieleni brokułów i winogron wzmogło moją determinację, a perspektywa powrotu do zawodu dodała mi skrzydeł.
Renata Smela KomentarzeBądź pierwszym komentującym ten materiał. |
|
||||||
|
||||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||