|
|
|
Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej |
|
|
|
|||
![]() |
Tuż obok nas
Kiedy spotykam Angel pierwszy, drugi, kolejny raz, nawet przez ułamek sekundy nie przejdzie mi przez głowę myśl, że Angel nosi w sercu tak straszne wspomnienia. Angel jest pogodna, często się uśmiecha, sprawia wrażenie trochę nieśmiałej.
Dopiero kiedy dostaję e-maila od znajomej, pracującej jako wolontariusz w organizacji działającej na rzecz uchodźców, z zaproszeniem na demonstrację-protest przeciwko odmownej decyzji sądu w sprawie udzielenia azylu matce z dzieckiem, dociera do mnie, że historie, o których słuchałam jak o czymś z innego świata, mają miejsce właściwie tuż obok nas.
W końcu w czasach, kiedy do najbardziej oddalonych miejsc na świecie można się dostać w ciągu 24 godzin, każde miejsce jest tuż obok nas...
Smutna historia W skrócie historia, która wydarzyła się latem 2005 r. wygląda tak: do domu Angel wdarła się grupa mężczyzn. Angel została zgwałcona, a jej bracia zamordowani. Prześladowcy to grupa związana z władzami miejscowości, w której Angel mieszkała. Po tym zdarzeniu Angel zaczęła się ukrywać, jej narzeczony był torturowany, a następnie uprowadzony w nieznane miejsce.
Kilka tygodni później Angel dotarła do Wielkiej Brytanii, gdzie wystąpiła z prośbą o udzielenie jej azylu. Niestety, nie znaleziono powodów, dla których miałaby ten azyl otrzymać. Pourazowa trauma, szok, a nawet córeczka Angel, która przyszła na świat już w Wielkiej Brytanii, nie były powodem, by ten kraj miał udzielić jej schronienia.
Wydano decyzję o deportacji w maju. Do tego czasu kobieta razem z kilkumiesięczną córeczką przebywały w więzieniu. Powrót do Kamerunu, skąd pochodzi, oznaczał dalsze prześladowania, a nawet możliwość zabicia jej i córeczki. Organizacje działające na rzecz uchodźców prowadziły protesty, aby temu zapobiec i umożliwić mamie i dziecku pozostanie w Wielkiej Brytanii. Szczęśliwie w maju odroczono termin deportacji i na razie Angel może spać spokojnie.
Dostać się do Wielkiej Brytanii z jednego z krajów afrykańskich czy azjatyckich bez wizy nie jest łatwo. Większość uchodźców przebywa tę drogę w dramatycznych warunkach, np. na podłodze samochodów, przykryci drugą podłogą, wiele dni bez jedzenia, picia, we własnych odchodach. Często w „towarzystwie” zmarłych z wycieńczenia współtowarzyszy „podróży”. Nie wiem dokładnie, jak swoją podróż odbyła Angel, ale na pewno nie była to podróż łatwa.
Zmuszeni do wyjazdu Historia ta bardzo mną wstrząsnęła. W Polsce niewiele mamy do czynienia z uchodźcami. Najczęściej są to mieszkańcy krajów byłego Związku Radzieckiego czy wschodnioeuropejskich. Spotkani na ulicach brudni, żebrzący ludzie budzą w nas odruchową odrazę. W końcu nie zastanawiamy się, przez co oni przechodzą, dlaczego los pchnął ich do Polski, o której może jeszcze niedawno w ogóle nie słyszeli.
Historia Angel pokazała mi, że uchodźcą nie jest się na własną prośbę, a decyzji o ucieczce z własnego kraju nie podejmuje się dla przyjemności. W Wielkiej Brytanii problem nielegalnych emigrantów jest ogromny. Z jednej strony organizacje rządowe chcą ograniczyć możliwości pozostania tych ludzi na stałe, z drugiej strony działają organizacje pozarządowe, które walczą o prawa do godnego życia w miejscu, gdzie to życie nie jest zagrożone.
Na pewno trochę inaczej teraz patrzę na ten problem, mieszkając od roku w innym kraju, daleko od moich bliskich oraz miejsc, w których żyłam przez wiele lat i które są mi znane. Różnica między mną a tymi ludźmi jest taka, że ja dokonałam takiego wyboru świadomie i wszystko, przez co przechodzę, jest „na własne życzenie”.
Ci ludzie, mający za sobą mrożące krew w żyłach historie, są skazani na łaskę i niełaskę rządu i organizacji decydujących o losie emigrantów, uchodźców. Często nie mają możliwości skontaktowania się z najbliższymi, często ci najbliżsi zostali w bestialski sposób zamordowani.
W Belfaście uczestniczę w zajęciach teatralnych organizowanych dla mniejszości narodowych. Jest to projekt prawdopodobnie wspierany finansowo przez rząd, a prowadzony przez jeden z tamtejszych teatrów. Na początku zjawiał się na tych zajęciach nastolatek z Indii, po jakimś czasie przestał przychodzić. Kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się, że rodzina tego chłopca dostała wyrok skazujący na deportację, bez prawa odwoływania się.
Ponieważ powrót do miejscowości, z której ta rodzina pochodzi, wiązał się z różnymi konsekwencjami (m.in. uwięzieniem rodziców), Wisznu w obawie przed tym, co czeka jego i jego rodzinę, kilka dni przed planowym lotem popełnił samobójstwo...
Katarzyna Trzpiel KomentarzeBądź pierwszym komentującym ten materiał. |
![]()
|
||||||
|
||||||||
| UNIA EUROPEJSKA Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. ![]() |
||||||||