W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
szukaj

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, czy o sytuacji hiszpańskich pielęgniarek

Nie ma chyba kraju na świecie, gdzie system ochrony zdrowia funkcjonowałby bez zarzutu i nie był kojarzony wyłącznie z ogromnymi kosztami. Tak oczywiście jest i w Hiszpanii. Kilka miesięcy temu rząd obniżył pensje wszystkim pracownikom państwowym o ok. 200 euro, a 23 grudnia 2010 r. autonomiczny rząd regionu Murcia zapowiedział kolejne cięcia.

 

Bez jakichkolwiek zapowiedzi ani konsultacji z przedstawicielami poszczególnych grup zawodowych uchwalono ustawę nadzwyczajną, w której planowano część dziury budżetowej załatać kosztem pracowników państwowych regionu. Tym razem podniósł się protest. Wyszliśmy na ulicę. Pielęgniarki, nauczyciele, urzędnicy, lekarze… Chociaż lekarze to specyficzna grupa zawodowa.

 

Potrafią się cenić, znają swoje możliwości i tak dbają o interesy, że zaczęli się układać z rządem Murcii za plecami innych. Negocjacje nie doszły do skutku, ale wzbudziły oburzenie i niesmak. Albo wszyscy, albo nikt! Zaproponowana ustawa przewidywała m.in. wydłużenie czasu pracy do 37,5 godzin tygodniowo, a docelowo do 40 godzin. (W 2008 r. w ramach przeciwdziałania bezrobociu czas pracy skrócono z 40 do 35 godzin tygodniowo – rzeczywiście miejsc pracy przybyło, ale tym samym zwiększyły się koszty utrzymania instytucji finansowanych z kasy autonomicznego regionu).

 

Ustawa proponuje obniżenie wynagrodzenia za dyżury nocne i świąteczne, co dotknie najbardziej właśnie personel medyczny. Ustawa miała wejść w życie 1 stycznia tego roku, jednak liczne protesty i manifestacje w Murcii (ok. 60 tys. osób) skłoniły prezydenta do podjęcia rozmów ze związkami zawodowymi i syndykatami. Obecnie sytuacja wygląda tak: obniżki wynagrodzenia mają wynosić połowę wcześniej proponowanych, czas pracy wydłużono do 36,5 godziny, a ustawa ma obowiązywać tylko do końca tego roku.

 

Organizacje reprezentujące poszczególne grupy zawodowe nie są jednak zgodne co do tych rozwiązań, nie potrafią się również porozumieć między sobą. Kiedy wszyscy są skłonni do ugody, to syndykat pielęgniarek SATSE nie chce jej podpisać i stawia warunki, którymi nie są z kolei zainteresowani nauczyciele czy policjanci. I tak do końca nie wiemy, na czym stoimy.

 

Widocznym skutkiem wprowadzenia nadzwyczajnej ustawy jest to, że w samym Servicio Murciano de Salud straciło pracę ok. 2000 osób, w tym pielęgniarki, pomoce pielęgniarskie i pracownicy administracji zatrudnieni na kontraktach czasowych. Wyraźnie wzrosła punktacja na giełdzie pracy i tak jak w zeszłym roku pracę miały pielęgniarki z 70 punktami, tak teraz jest to 97 punktów.
***
Jeszcze niedawno emanowała ze mnie pozytywna energia, a dziś znów żyję w stresie i niczego nie jestem pewna. Na ginekologii popracowałam trzy miesiące i czułam się już na tyle dobrze, że nie przerażały mnie pojedyncze dyżury i stosy dokumentacji. Pracowałam najlepiej jak umiałam, wydawało mi się, że koleżanki mnie polubiły, a oddziałowa doceni moje starania i szepnie choć słówko na mój temat pani naczelnej.

 

Ale nic podobnego. Po zmianach w czasie pracy i zwolnieniach znów wróciłam z moją punktacją do „equipo volante”, mówiąc obrazowo: zatykają mną dziury powstałe na skutek nagłych nieobecności koleżanek na różnych oddziałach. Pomyślałam – trudno, to sytuacja wyjątkowa, kraj i region w potrzebie, trzeba zacisnąć zęby, wykonywać polecenia służbowe i cieszyć się, że w ogóle mam tę pracę.

 

Ale pomyślałam też, że poproszę grzecznie moje sympatyczne dwie panie naczelne, że o ile to możliwe, wolałabym pracować z dorosłymi. Widzę przyjazny uśmiech na twarzy i słyszę to co zwykle: „No te preocupes”, czyli „nie przejmuj się”. No to się nie przejmuję. Zaglądam do grafiku i oto co widzę najczęściej: położnictwo, dziecięcy zakaźny, dzieci w wieku szkolnym… Tylko patrzeć jak wyląduję na OIOM-ie neonatologii.

 

Ja lubię dzieci, ale moja empatia mnie przerasta, utrudnia mi pracę, a moje szefowe chcą ze mnie koniecznie zrobić pielęgniarkę pediatryczną. Rozmawiam z koleżankami i reguła się potwierdza. Każda, która zwierzyła się pani naczelnej, ląduje na oddziałach pediatrycznych.
***
Dla mnie i dla wielu osób, z którymi rozmawiam, takie zarządzanie personelem nie ma sensu, zwłaszcza w epoce kryzysu. Oczywiste jest, że jeśli dobrze czuję się w tym, co robię, to moja praca jest o wiele bardziej efektywna. Odkąd pracuję jako pielęgniarka, nikt nigdy nie zapytał mnie, gdzie chciałabym pracować, na jakim oddziale widziałabym się w przyszłości. To nikogo nie interesuje.

 

Tutaj żadna z oddziałowych nie powie do naczelnej: „Zostaw mi ją, jest dobra, chciałabym mieć ją w moim zespole”, no chyba że byłaby to jej siostrzenica. Podobno taki system zatrudnienia ma ze mnie zrobić pielęgniarkę wszechstronną, która będzie potrafiła pracować na każdym oddziale, z każdym pacjentem i w każdym zespole, ale mnie nasuwa się tylko jedna refleksja: dla moich przełożonych nie jestem niczym więcej jak tylko numerem w grafiku, a dla podatników ciężarem. Mam nadzieję, że przynajmniej dla pacjentów jestem czymś więcej.

 

Renata Smela Totana Hiszpania
 

List ukazał sie w Magazynie Pielęgniarki i Położnej nr 3.2011

Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 2011-01-10

ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.