Pielęgniarki Położne

Nursing.com.pl - Wirtualny magazyn pielęgniarki i położnej

Logowanie

 
Przeszukaj serwis
szukaj
Dializa domowa
Przeszukaj serwis
szukaj

Zielona Wyspa

Zanim wylądowałam w Irlandii, miałam raczej mgliste pojęcie o tym, czego mogę się tu spodziewać. Oczywiście słyszałam o nieustannie padających deszczach, o św. Patryku, znałam też określenie Zielona Wyspa...
 

Tym, co rzuciło mi się w oczy w drodze z lotniska do centrum Belfastu, to były ciągnące się bez końca szeregi domków z czerwonej cegły oraz wzgórza otaczające miasto. Jaka naprawdę jest Irlandia?

 

Trzy dni na Belfast
Zwiedzanie zaczęłam oczywiście od samego Belfastu. Niefortunnie akurat tuż przed moim przyjazdem zamknięte zostało tutejsze muzeum z powodu modernizacji, która miała trwać trzy lata.

 

Zastanawiałam się, czy dotrwam do otwarcia i zwiedzę Ulster Museum, które ma być jednym z najnowocześniejszych muzeów na świecie.
 

Belfast nie jest duży i na zobaczenie jego największych atrakcji turystycznych wystarczą trzy dni. Jego sercem jest City Hall (ratusz) i rozchodzące się od niego promieniście uliczki.

 

Największą zaś trakcją centrum są sklepy, ale warto też zajrzeć do City Hall, który zbudowany na przełomie XIX i XX w. w stylu renesansowym jest miejscem wartym uwagi turysty.

 

Urządzane są tu wystawy, ot choćby upamiętniająca wybudowanie najsłynniejszego ze statków, Titanica. Tak, Titanic powstał w Belfaście, z czego miasto jest dumne do dziś.

 

Co prawda stare doki dawno zmurszały i zarosły trawą, ale władze miasta wykorzystują historię Titanica jako atrakcję dla turystów.

 

W pogodny dzień można wybrać się na wycieczkę łodzią do dawnych doków stoczni, a potem przejść się brzegiem rzeki Lagan, która jest wizytówką miasta.

 

Znajduje się tam sala koncertowa Waterfront i centrum rozrywki Odyssey Arena z kinami, halą sportową, barami. Za Odyssey otwiera się niesamowity widok na port i wypływające w dal promy.

 

Wracając do centrum miasta, należy pstryknąć sobie fotkę z jednym z charakterystycznych symboli miasta – Wielką Rybą, przycupniętą nad rzeką, zrobioną z dużych kafli przedstawiających historię miasta.
 

Chodząc po Belfaście, naprawdę nie można pominąć okolic Queens University. Budowla z połowy XIX w. należy do najładniejszych w Belfaście, a uniwersytet należy do najlepszych w Wielkiej Brytanii.

 

Za Queens skręcamy w lewo do Ogrodu Botanicznego. Niewielki, z uroczym Palm House (palmiarnia), jest świetnym miejscem na relaks. Zagubione w ogrodzie różanym ławeczki pozwalają odpocząć z dala od ludzi.

 

W zeszłym roku w niedzielne poranki urządzano tu treningi karate lub tai-chi pod gołym niebem, a gdy podało, w jednej z kilku altan w chińskim stylu.

 

Bliższe i dalsze okolice
Dla osób lubiących aktywny wypoczynek dużą atrakcją będzie wyprawa na wzgórza otaczające Belfast. Najbardziej popularne to Cave Hill, potocznie nazywany „Nosem Napoleona”.

 

Z góry rozciąga się nieograniczony widok na miasto i na usianą miasteczkami zatokę.

 

W drodze na “Nos” miniemy Belfast Castle (zamek) z końca XIX w. Nie ma tam co prawda tajemniczych starych ruin porośniętych bluszczem, jest za to urzekający ogród, w którym, jak mówi legenda, mieszka kot przynoszący szczęście.

 

W ogrodzie faktycznie jest kilka kotków i można spróbować je znaleźć. Nie jest to jednak proste, kotki są dobrze poukrywane w różnych miejscach.
 

Jeśli lubimy zamki i ogrody, odwiedźmy niedaleko położony Castlewellan. Ten zamek powstał w tym samym czasie co Belfast Castle i może nie przyciągnie naszej uwagi, za to otoczeniem będzie zachwycony najbardziej wyrafinowany turysta.

 

Wokół jeziora rozciąga się park pełen labiryntów, rzeźb i niespodzianek, Castlewellan Forest Park. Osobną jego atrakcją jest założony ponad sto lat temu przez lady Mabel Annesly tajemniczy ogród.

 

Warto się w nim zagubić na kilka godzin, pobłądzić w niezliczonych alejkach, przyjrzeć się z bliska porozrzucanym jakby od niechcenia rzeźbom, fontannom, przysiąść na ławeczce i zapomnieć o Bożym świecie...

 

A później wybrać się w dalszą drogę na przykład do odległego o kilkanaście minut Newcastle.
 

Jak sama nazwa wskazuje, jest tam „nowy zamek”, a dokładniej Slieve Donard Hotel. Zbudowany całkiem niedawno, kusi licznych turystów swoją największą atrakcją – pokojami z widokiem na morze. Niepowtarzalny urok Newcastle to połączenie gór i morza.

 

Silne wiatry od morza oraz chmury i mgły znad gór mogą zniechęcić do długich pieszych wycieczek, jednak warto poświęcić godzinkę na spacer nad morzem, zanim wyruszymy zdobywać najwyższy szczyt Irlandii Północnej Slieve Donard (852 m n.p.m.).

 

Niech nie zmyli nas niepozorna wysokość góry. Wchodzić będziemy od poziomu morza, toteż spacer na Donarda jest nie lada wyprawą, a wynagrodzeniem wysiłku są zapierające dech widoki na morze i okoliczne góry.
 

Jeśli po wyprawie mamy trochę sił, warto udać się do Silent Valley (dolina ciszy). Jest tu sztuczny zbiornik wody, który powstał dzięki olbrzymiej tamie zbudowanej wśród majestatycznych szczytów.

 

Północne wybrzeże
Wymieniając niezliczone atrakcje Irlandii Północnej grzechem byłoby pominięcie północnego wybrzeża z jego perełką Giant’s Causway (droga giganta).

 

Jedna z legend opowiada, że Giant’s zbudował żyjący tu niegdyś olbrzym Finn Maccool, który chciał się dostać suchą nogą do Szkocji.

 

Giant’s tworzą niezwykłe kamienie o regularnym sześciokątnym przekroju, przypominające tzw. trelinkę i przez to wyglądające jakby ułożone ręką człowieka. Tak naprawdę formacja powstała 65 milionów lat temu, gdy gorąca lawa zetknęła się z zimnymi wodami oceanu.
 

W okolicy Giant’s znajduje się kilka innych atrakcji, jak np. ruiny Dunluce Castle. Zamek z XIII w. częściowo runął do oceanu 400 lat temu; kiedy usiądziemy w cieniu porośniętych mchem ścian, usłyszymy odgłos rozbijających się o kamienne mury fal oceanu, jakby dochodził z olbrzymiej muszli.

 

Po wysłuchaniu tej niezwykłej muzyki nie pozostaje nam nic innego, jak zmierzyć się z zawieszonym między skałami nad oceanem Carrick-a-rede Rope Bridge. Atrakcja absolutnie nie dla osób z lękiem przestrzeni.

 

Za to kiedy już dostaniemy się na drugą stronę i rozciągniemy na trawie między niebem a buzującym poniżej oceanem, zapomnimy o lęku przestrzeni oraz o tym wszystkim, co zostawiliśmy po drugiej stronie wiszącego mostu.
 

Relaks na tej jednej z licznych wokół Irlandii wulkanicznych wysypek pozostanie w naszej pamięci na długo.

 

Wieczór po pełnym wrażeń dniu możemy spędzić kulturalnie w Grand Opera House, co warto polecić ze względu na bogaty, często zmieniany repertuar i ciekawą architekturę obiektu. Albo możemy się wybrać do któregoś z licznych belfaskich pubów z irlandzką muzyką na żywo.

 

Historia w Derry
Kolejny dzień w Irlandii Północnej możemy przeznaczyć na wycieczkę do najbardziej odległego od Belfastu miasta, Derry (Londonderry, jak nazywają je protestanci).

 

Jest to jedno z najstarszych miast Irlandii Północnej, ważne też ze względów historycznych. Jego nazwa pochodzi od dębowych gajów rosnących tu przed wiekami. Dla Irlandczyków to symbol podobny jak Gdańsk dla Polaków.

 

W Derry w 1972 r. na ludzi uczestniczących w pokojowym marszu posypały się kule policji, zginęło 13 przypadkowych osób, wiele zostało rannych.

 

O tej krwawej niedzieli i historii walki o prawa do godnego życia niezależnie od wiary możemy się więcej dowiedzieć w Museum of Free Derry i w Tower Museum. Wracając do Belfastu, wybierzmy pociąg, którego trasa biegnie nad oceanem, w wydrążonych w skałach tunelach.
 

O atrakcjach turystycznych Irlandii mogłabym chyba napisać cały przewodnik, o burych klifach, urywających się stromo nad wodami oblewającymi wyspę, o wzgórzach porośniętych wrzosami, kamienistych plażach z dużymi muszlami, o żywiołowej muzyce irlandzkiej i słynnym River Dance...ale żadne słowa nie oddadzą w pełni tego, co możemy zobaczyć i przeżyć na Zielonej Wyspie.

 

Pożegnanie z Belfastem
Pokochałam Belfast i Irlandię. Całkiem obcy świat stał się moim domem na długie 30 miesięcy. Były ciężkie chwile. Najgorzej oczywiście było na początku, ale dałam sobie radę.

 

Trudne momenty osamotnienia, tęsknota za najbliższymi i przyjaciółmi, życiem, które zostało w Polsce. Teraz wyjeżdżam z Belfastu z mnóstwem wspaniałych wspomnień, wiarą w przyjaźń i ludzi, i wiarą we własne siły i możliwości.
 

O moim codziennym życiu, zmaganiach z językiem, pielęgniarstwem pisałam Wam co miesiąc. Dziś chciałabym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali, bo bez tego wsparcia nie wytrwałabym długo.

 

Oczywiście moim najbliższym, którym było równie ciężko w Polsce, jak mnie tutaj. Znieśli to dzielnie i jestem z nich dumna bardziej niż z własnych osiągnięć.

 

Moim przyjaciołom w Belfaście, którzy pomagali mi każdego dnia radzić sobie z dużymi i małymi codziennymi sprawami. Mam nadzieję, że wiedzą, jak wiele dla mnie znaczą.

 

Wszystkim czytelniczkom i czytelnikom „Magazynu” i nursing.com.pl; z Waszych listów wiem, że trzymałyście za mnie kciuki.

 

Cieszę się, że mogłam choć trochę przybliżyć Wam świat, który jeszcze niedawno i mnie wydawał się niedostępny i odległy.

 

Starałam się Was przekonać, że musimy w siebie wierzyć – nieważne, gdzie jesteśmy. Zawsze odpisywałam osobom piszącym do mnie, że nasz zawód jest wspaniały, niestety często tracimy z oczu to, co w nim najcenniejsze i ulegamy szarości życia. Ale nie poddawajmy się.
 

Ogromne podziękowania dla redakcji MPiP, jesteście niezwykle ważną częścią mojego życia i pielęgniarstwa. Dobrze, że jesteście.
 

Na zakończenie „Listów z Belfastu” dla wszystkich czytelniczek i czytelników „Magazynu” Irlandzkie błogosławieństwo.

 

Kartka z nim wisiała przez cały ten czas zatknięta za domofon, zawsze wychodząc z domu, rzucałam na nią okiem. To po prostu najlepsze życzenia – życzenia dla przyjaciół.
 

An Irish Blessing
May the road rise to meet you,
May the wind be always at your back,
May the sun shine warm upon your face,
The rain fall soft upon your fields,
And untill we meet again,
May God hold you in the hollow of his hand

 

Irlandzkie błogosławieństwo
Niech droga wychodzi ci naprzeciw
A wiatr niech ci wieje tylko w plecy,
Niech słońce ogrzewa ci twarz,
A deszcz łagodnie pada na twoje pola,
I dopóki się znów nie spotkamy
Niech Bóg ma cię w swojej opiece.

Katarzyna Trzpiel

Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



IMG_5949

IMG_5949

Data: 28.07.2010

Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.