szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 10.01.2011

W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
REKLAMA
szukaj

Dziecko w szpitalu. Złagodzić szok

Choroba i hospitalizacja dziecka zawsze są dramatem i dla niego, i dla jego rodziców. Czasem zmieniają się w traumę, o której trudno zapomnieć. Nie wynika to tylko z trudnej sytuacji w placówkach opieki zdrowotnej czy też ze złej woli personelu medycznego. Najczęściej problemem jest nieświadomość potrzeb i praw chorego dziecka.

 

Konieczność rozdzielenia z rodzicami, zmiana otoczenia – często nagła – z domowego na szpitalne, wyrwanie z ustalonego rytmu dnia, ból, nieprzyjemne zabiegi i brak wsparcia… Taki jest szpitalny świat w oczach dziecka. Może wywrzeć silne piętno na jego wrażliwej psychice. W psychologii mówi się nawet o tzw. chorobie szpitalnej, która u małych dzieci może powodować regres w ogólnym rozwoju.

 

Czasem jest to powrót do niekontrolowanego oddawania moczu i stolca, odruchów ssania. Mogą to być także zaburzenia snu, lęki nocne, niechęć do zabawy, agresywne zachowanie lub unikanie kontaktu z bliskimi. Dlatego opieka nad dzieckiem przebywającym w szpitalu nie może ograniczyć się jedynie do samego procesu leczenia i rehabilitacji.

 

Tym bardziej że zaspokojenie emocjonalnych potrzeb najmłodszych pacjentów ma wpływ na tempo ich powrotu do zdrowia i ostateczny wynik leczenia – podkreśla Krystyna Zielińska, psycholog dziecięcy z wieloletnim doświadczeniem. Poprosiliśmy ją o wskazanie sposobów, które pomogą pielęgniarkom złagodzić szpitalny szok u najmłodszych.


- Skoro psychika małego pacjenta ma wpływ na efekty leczenia, to jak wpłynąć na jego psychikę, by poczuł się on w szpitalu bezpieczniej?
- Dziecko potrzebuje tam odrobiny normalności: zabawek przywiezionych z domu, własnej poduszeczki, czytania przez mamę ulubionej książki, picia ze swojego kubka, postawienia na stoliku zdjęcia ukochanej siostry czy brata. Najważniejsze jest jednak to, by stale był przy nim ktoś bliski, i to najlepiej przez całą dobę.

 

Mama czy tata, którzy asystują przy wstępnym badaniu, pomagają „oswoić” nowe otoczenie, czyli oddział szpitalny i salę chorych. Sprawiają, że dziecko czuje się tam bezpieczniej. Jeśli z jakiegoś powodu rodzice nie mogą zostać przy nim w szpitalu, powinni je jak najczęściej odwiedzać. I im dłuższe będą te odwiedziny, tym lepiej – dziecko nie chce krótkotrwałego kontaktu, gdyż zbyt szybko znów przeżywa smutek związany z rozstaniem.
 

Myślę, że pielęgniarki mogą podpowiedzieć rodzicom, jak rozmawiać z hospitalizowanym dzieckiem. Przy jego łóżku lepiej nie analizować wyników badań, nie mówić o swoich niepokojach i nie krytykować decyzji czy zachowania personelu (to mogłoby podważyć zaufanie do pielęgniarek czy lekarza).

 

Będąc biernym słuchaczem dyskusji zdenerwowanych dorosłych, z których niewiele rozumie, słysząc obcobrzmiące słowa, zaczyna się bać jeszcze bardziej. Lepiej porozmawiać z nim o rzeczach przyjemnych i radosnych, snuć plany tego, co będziemy robić po opuszczeniu szpitala itd. I jeszcze jedno. Przed końcem wizyty zawsze trzeba się z dzieckiem pożegnać, umówić na kolejne odwiedziny czy rozmowę telefoniczną.

 

Dzieci często wtedy płaczą, ale wierzą zapewnieniom, że mama do nich wróci (warto datę następnej wizyty podać pielęgniarce, która będzie mówić małemu pacjentowi, ile czasu zostało do spotkania). Znikający nagle rodzic wzbudza niepokój i burzy kruche poczucie bezpieczeństwa. Dziecko może pomyśleć, że szpital to kara za to, że coś zbroiło, że rodzice nie chcą go już w domu lub że już go nie kochają.
 

- Dla dzieci szpital to rzeczywiście kara i okropne miejsce. Przecież straszy się je doktorem i pielęgniarką ze strzykawką. Co można zrobić, żeby przestali być tacy straszni?
- Można zacząć od takiego banału, jak zmiana koloru fartuchów pielęgniarek. Udowodniono niedawno podczas badań na Uniwersytecie we Florencji, że w kolorowych uniformach są dla dzieci łatwiej rozpoznawalne i mniej „wizualnie zimne”.

 

Takie „kolorowe” pielęgniarki budzą mniej lęku i więcej pozytywnych skojarzeń. Ich fartuchy korzystnie wpływają też na rodziców. Uważają oni, że kolorowe stroje redukują stres dziecka, a przez to sami odczuwają mniejszy niepokój o pociechę. A jeśli do takich mundurków pielęgniarskich doda się kolorowe ściany, pościel i żaluzje, kontakt dzieci ze szpitalem i pielęgniarkami będzie na pewno mniej stresujący.


- To ważne, bo właśnie pielęgniarki mogą najwięcej zrobić, by chronić hospitalizowane dzieci przed stresem.
- Zgadzam się. Przecież jako pierwsze rozmawiają z rodzicami w chwili przyjmowania dziecka na oddział. Poznają wtedy jego zwyczaje, sposoby sygnalizowania potrzeb itd. Ponieważ to pielęgniarka najczęściej będzie miała z nim kontakt, może spróbować wyjaśnić mu, dlaczego znalazł się pod jej opieką. Wielkie znaczenie ma w tym momencie jej spokój, uśmiech, życzliwość, wrażliwość, komunikowanie się z dzieckiem prostym, zrozumiałym dla niego językiem. Każdy z nas wie, że przykry zabieg jest jeszcze bardziej przykry, gdy wykonuje go osoba z ponurą, odpychającą miną…

 

- Co jeszcze pomaga oswoić szpitalną rzeczywistość?
- Ważne jest, aby dziecko było traktowane przez personel medyczny z poszanowaniem jego godności i intymności, a nie – jak to się czasem niestety zdarza – przedmiotowo. Trzeba minimalizować ból przy zabiegach, prosić rodziców, by byli przy nich obecni, jeśli oczywiście nie ma ku temu przeciwwskazań.

 

Udowodniono przecież, że tulenie się do mamy, siedzenie na jej kolanach czy ssanie piersi podczas zastrzyku działa „przeciwbólowo”. W prosty sposób można też zapewnić dziecku namiastkę kontroli nad własnym życiem. Wystarczy pozwolić mu wybrać łóżko w sali, zadecydować o kolejności połykanych tabletek itp. Dorosłym nie utrudni to pracy, a małemu pacjentowi da poczucie decydowania o sobie.


Pielęgniarka może też – lepiej niż ktokolwiek inny – pomóc dziecku przygotować się do operacji i innych zabiegów. Wystarczy w przystępny sposób opowiedzieć mu, co się będzie działo. Ale uwaga: nigdy nie wolno obiecywać, że nie będzie bolało, jeśli nie jest to prawda. Byłby to strzał do własnej bramki – drugi raz nie da się już nabrać naszym obietnicom.

 

Lęk przed nieznanym znacznie zmniejszy też oswojenie go ze sprzętem, aparaturą medyczną.  Przeciwny zaś skutek będzie miało straszenie doktorem czy zastrzykiem, by wymóc posłuszeństwo.


Dziecko, które zostanie właściwie przygotowane do operacji, które będzie rozumiało konieczność uśpienia i znało przebieg zabiegu, na pewno zniesie go lepiej i szybciej wróci do zdrowia. Będzie też lepiej współpracowało z personelem. U nieprzygotowanych do operacji dzieci obserwuje się więcej komplikacji i powikłań pooperacyjnych, trzeba im częściej podawać środki przeciwbólowe, wolniej wracają do siebie.


Przeżyte w szpitalu silne stresy mogą spowodować u dziecka różne objawy nerwicowe, a nierzadko uraz psychiczny na całe życie. Dlatego wskazane jest, aby zoperowane dziecko po przebudzeniu zobaczyło przy sobie bliską osobę, najlepiej któregoś z rodziców. Będzie spokojniejsze, gdy mama potrzyma je wtedy za rękę, wykona proste zabiegi (wskazane przez pielęgniarkę czy lekarza).


- W czasie naszej rozmowy kilka razy pojawił się wątek kontaktów pielęgniarki z rodzicami. Z praktyki wiadomo, że nie zawsze są one idealne. Jak to zmienić?
- Rodzice chorego dziecka na początku są na ogół przerażeni sytuacją, później zaś bywają roszczeniowi. Czują się przecież (i słusznie) rzecznikami swoich dzieci. Często nie podoba się im traktowanie dziecka, szpitalne menu… Jak to zmienić? Zyskać ich zaufanie. Im także należy się zainteresowanie i pomoc pielęgniarki.

 

W tym układzie powinna ona pełnić funkcję instruktora, a „lekcje” prowadzić spontanicznie podczas czynności pielęgniarskich przy dziecku. Powinna rozumieć, że rodzice chcą być w szpitalu użyteczni, ale nie wiedzą, co, jak i w jakim miejscu mogą robić... Dlatego to pielęgniarka przygotowuje ich do właściwego postępowania z dzieckiem, także po jego powrocie do domu.

 

Dzięki niej powinni umieć wykonywać zalecone zabiegi pielęgnacyjne czy rehabilitacyjne, znać terminy kontrolnych wizyt i ich znaczenie, wiedzieć, jakie będą możliwe reakcje psychologiczne dziecka, gdy opuści ono szpital. Dzięki niej powinni też czuć, że nikt z personelu medycznego nie lekceważy ich uwag na temat objawów choroby i potrzeb dziecka, że wszystkie zabiegi wykonuje się dla jego dobra. Nawet jeśli są one przykre i bolesne. Pielęgniarka musi więc być niezłym psychologiem.


- Skoro ma być także ekspertem od ludzkie psychiki, to powinna wiedzieć, które ze szpitalnych praktyk trzeba szczególnie napiętnować, by pobyt w szpitalu nie zakończył się dla dziecka i jego rodziców traumą.
- Na wiele z nich nie ma niestety wpływu, ale powinna wiedzieć, że opłakane skutki ma ograniczenie pobytu matki przy dziecku wymagającym jej opieki; nieprzygotowanie go do planowanych zabiegów i operacji, niedostateczne zwalczanie ostrego i przewlekłego bólu.

 

Podobnie jak nieprzestrzeganie jego prawa do intymności i brak poszanowania godności w przepełnionych salach szpitalnych i na korytarzach. W czasie rozmów z matkami wiele razy słyszałam o wypraszaniu ich z gabinetu zabiegowego podczas prostych zabiegów, np. zakładania wenflonu czy pobierania krwi, o podawaniu dzieciom karmionym piersią smoczków, mieszanek mlecznych, glukozy, a nawet leków uspokajających bez wiedzy rodziców – to chyba nie wymaga komentarza.


Przede wszystkim jednak w mojej ocenie personelowi medycznemu brakuje wiedzy na temat specyficznych potrzeb psychicznych i emocjonalnych dziecka. W szpitalach brak jest też psychologów i kompetentnych wolontariuszy udzielających wsparcia ciężko i przewlekle chorym dzieciom. Tu jest jeszcze wiele do zrobienia…


Danuta Mucha
 

Źródło: Magazyn Pielęgniarki i Położnej 6.2010
Autor: Danuta Mucha
Data dodania: 2011-12-19 10:10:40
Data modyfikacji: 2017-11-23 10:53:13
Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



REKLAMA
 
 
ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.