szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 10.01.2011

W najnowszym numerze
W najnowszym numerze
REKLAMA
szukaj

Jeevodaya - Świt Życia

Gdy po raz pierwszy usłyszałam o możliwości wyjazdu na praktyki do Indii poczułam ogromną radość. Jednak w chwile potem przez głowę przemknęła myśl, że przecież nic nie wiem o głównym problemie ludzi mieszkających tam, czyli o trądzie. Zaczęłam wraz z koleżankami szukać informacji dotyczących tej choroby w literaturze medycznej.

 

Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu niewiele udało nam się dowiedzieć, a to co wyczytałyśmy pochodziło sprzed kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. Wynikało to z tego, że w Europie problem trądu został dawno rozwiązany i zapomniany. Należy jednak pamiętać, że każdego roku choroba ta okalecza kilkaset tysięcy ludzi na całym świecie. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w 2008 roku odnotowano ok. 250 tys. nowych przypadków trądu. Problem ten dotyczy przede wszystkim krajów słabo rozwiniętych i łączy się z problemem ubóstwa. Łącznie na całym świecie żyje około 3 milionów osób okaleczonych przez trąd. Indie są państwem, w którym mieszka aż 70 % wszystkich chorych. Opracowanie dokładnych statystyk jest jednak niewykonalne, gdyż dużą część chorych stanowią bezdomni, biedni ludzie, których nazwiska nie są znane i nie widnieją w żadnych rejestrach.


Już na kilka miesięcy przed wyjazdem rozpoczęły się przygotowania, które obejmowały nie tylko formalne aspekty podróży, takie jak wiza czy też bilety lotnicze, ale także szczepienia ochronne, niezbędne zakupy i spotkania z osobami które już były w Indiach, w celu zdobycia cennych rad i wskazówek. Po wielu etapach przygotowań nadszedł długo oczekiwany dzień wylotu. Jeszcze pożegnanie z najbliższymi i już od tego momentu moje myśli krążyły tylko wokół Indii. Co zobaczę? Czy wytrzymam tak odmienny od naszego klimat? Czy rzeczywiście życie tam w niczym nie przypomina naszego europejskiego? Czy to prawda, że jest tam tak głośno, brudno, tłoczno? I czy  to możliwe, że po powrocie z tego kraju ludzie wracają odmienieni? 


Tuż po wyjściu z lotniska w Delhi wiedziałam, że przeniosłam się do innego świata. Pomimo, że był środek nocy, a ja po wielu godzinach lotu byłam zmęczona i niewyspana, to z zapartym tchem obserwowałam ulice miasta pogrążonego we śnie. W drodze do hotelu mijaliśmy ludzi śpiących na ulicach, wszędzie pełno było bezpańskich psów i mnóstwo chodzących, czy też leżących na środku drogi krów. Poranek w dzielnicy Pahar Ganj był niesamowitym przeżyciem.

 

Po dziś dzień pamiętam obserwowaną przez hotelowe okno budzącą się do życia ulicę. Przez ponad trzy godziny stałam jak zaczarowana i wpatrywałam się w ludzi budzących się pod przykryciami ulicznych straganów, myjących się w kałużach, wspólnie jedzących śniadanie i pijących czai (indyjska herbata), dzieci w mundurkach jadące rikszami do szkoły, bezdomne psy śpiące na dachach samochodów, krowy leniwie przechadzające się po ulicy i szukające jedzenia w stertach śmieci. Będąc w Delhi nie mogłyśmy sobie odmówić zwiedzenia tego miasta. I już tutaj przekonałam się jak bardzo zróżnicowany jest to kraj. Na jednej uliczce widać żebrzące dzieci, wychudzonych ludzi, sterty śmieci, a z kolejnej wyłaniają się piękne budowle, świątynie, całe rodziny bogatych Indusów w pięknych kolorowych strojach.

 

Po zwiedzeniu ulic Delhi zdecydowałyśmy się na podróż do Agry, żeby zobaczyć osławiony, znany z telewizji i czasopism podróżniczych Taj Mahal. Wielkość i dostojność tej budowli naprawdę zapierają dech w piersiach. Niestety nawet najlepsze fotografie nie są w stanie odzwierciedlić piękna tego mauzoleum. W drodze powrotnej do stolicy Indii zwiedziłyśmy też Red Fort, gdzie nachalni kupcy chcieli za wszelką cenę wcisnąć nam przeróżne pamiątki. Trzydniowy pobyt w stolicy Indii był tylko wstępem do prawdziwego celu naszej wyprawy – ośrodka Jeevodaya w środkowych Indiach.

 

Przygotowałyśmy się do ponad dwudziestogodzinnej podróży pociągiem, ale żadna z nas nie sądziła, że będzie to aż taka przygoda. Na dworcu kolejowym tłumy ludzi z ogromnymi bagażami. Gdy odnalazłyśmy swój peron, wsiadłyśmy do pociągu i zajęłyśmy miejsca, okazało się, że stanowimy dla podróżnych chyba największą atrakcję. Pięć białych samotnie podróżujących kobiet to niecodzienny widok dla tubylców. Mężczyźni wręcz wymieniali się miejscami, żeby choć chwile posiedzieć z nami i zrobić nam ukradkiem zdjęcie lub po prostu popatrzeć na nas. Dla mnie podróż indyjskim pociągiem była niesamowitą przygodą, której momentami towarzyszył strach, zmęczenie, złość, a nawet łzy. Na dworcu w Raipurze czekał już na nas pracownik ośrodka, który miał nas zawieźć do celu. Nie miał najmniejszego problemu ze znalezieniem i rozpoznaniem nas, ponieważ byłyśmy tam jedynymi białymi ludźmi. Gdy dotarłyśmy na miejsce byłyśmy zszokowane tym jak bardzo to miejsce różni się od tego co do tej pory udało nam się zobaczyć w Indiach. Cisza, spokój, pełno zieleni, porządek, czystość to coś czego przez te trzy dni trochę nam brakowało. 


                                                                                                                                  Jeevodaya (świt życia) to ośrodek leczniczo-rehabilitacyjny założony w 1969 roku przez polskiego misjonarza ks. Adama Wiśniewskiego SAC oraz s. Barbarę Birczyńską. Placówka zajmuje się opieką nad chorymi na trąd oraz ich rodzinami. Obecnie ośrodkiem kieruje polska lekarka dr Helena Pyz, która mieszka pośród swoich podopiecznych. Pani doktor wraz z kilkoma przeszkolonymi przez nią Indusami sprawuje opiekę medyczną nad mieszkańcami ośrodka. Wspólnie prowadzą przychodnię, do której oprócz mieszkańców Jeevodaya przychodzą biedni z okolicznych wiosek, których nie stać na opieką lekarską lub też ze względu na pochodzenie inni lekarze nie chcą im pomagać. W 2009 roku w przychodniach Jeevodaya przyjęto 10 215 pacjentów. Główne schorzenia z którymi na co dzień styka się dr Helena to trąd, gruźlica, niedożywienie i różne problemy dermatologiczne, wynikające z trybu życia Indusów i braku higieny. Pacjenci otrzymują od ośrodka lekarstwa oraz porady jak należy żyć zgodnie z podstawowymi zasadami higieny.

 

 

 

Od 2008 roku na terenie Jeevodaya funkcjonuje również centrum pomocy chorym na HIV oraz AIDS. Bardzo istotnym aspektem działalności ośrodka Jeevodaya jest opieka socjalna nad chorymi na trąd i ich rodzinami. Ludzie, którzy zetknęli się z tą chorobą lub pochodzą z rodziny, w której ktoś chorował są wyłączeni ze społeczeństwa. Nie mogą znaleźć pracy, dzieci nie są przyjmowane do państwowych szkól, zmuszeni są do żebrania na ulicach, aby przeżyć. Dzięki działalności ośrodka ich los się odmienia. Pracują na rzecz Jeevodaya, gdzie każdy znajduje dla siebie jakieś miejsce.

 

Jedni pracują z panią doktor w przychodni, inni są rolnikami, dzięki którym podopieczni ośrodka mają co jeść (uprawy ryżu, owoców, warzyw, hodowla drobiu, świń, krów), jeszcze inni pracują w szkole czy też w kuchni. Dzięki temu ośrodek jest niemalże samowystarczalny. Starsze dzieci pomagają młodszym w codziennych obowiązkach i czynnościach. Bardzo istotnym miejscem w Jeevodaya jest szkoła, do której uczęszcza około 400 dzieci mieszkających na terenie ośrodka. Jest to dla nich jedyna szansa na zdobycie wykształcenia, a co za tym idzie lepszą przyszłość. Głównym celem działalności Jeevodaya jest przywrócenie tym ludziom godności i poczucia bycia potrzebnym, czyli tzw. rehabilitacja społeczna. 


 Trzy tygodnie spędzone w Jeevodaya były dla mnie niezwykle cennym przeżyciem i doświadczeniem. Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu pielęgniarki, mogłam uczestniczyć wraz z dr Heleną w pracy przychodni. Dziennie przewija się tam ogrom chorych z przeróżnymi schorzeniami. Niestety nie każdemu udaje się pomóc, co często wynika z braku świadomości Indusuów, chociażby dotyczącej konieczności regularnego przyjmowania leków, które otrzymują od ośrodka czy też zjawiania się na wizytach kontrolnych. Wraz z koleżankami uczestniczyłam też w codziennej zmianie opatrunków u pacjentów dotkniętych trądem.

 

Było to dla mnie duże wyzwanie, ponieważ opatrywanie tak zniekształconych przez trąd kończyn nie należy do prostych zadań. Uczyłyśmy się tego od przeszkolonych pomocników dr Heleny, których ona nazywa „paramedykami”. Dla mnie najcenniejszym doświadczeniem było jednak życie pośród wielkiej rodziny, jaką niewątpliwie tworzą mieszkańcy Jeevodaya. Bycie tam i uczestniczenie w codziennym życiu tych ludzi, wspólne zabawy, posiłki, sprzątanie, rozmowy czy po prostu wspólne przebywanie jest dla mnie najbardziej wartościowym czasem w moim dotychczasowym życiu. Pomimo wielu różnic kulturowych czy też bariery językowej ludzie tam są bardzo otwarci i życzliwi.

 

Podczas wspólnie spędzanych wieczorów dr Helena chętnie opowiadała nam o kulturze i zwyczajach indyjskich, nie zabrakło też rozmów na tematy medyczne, zazwyczaj związane z trądem czy też gruźlicą lub niedożywieniem. Jestem pewna, że nie tylko w moich oczach Pani dr Helena Pyz jest niesamowitą osobą, pełną ciepła i miłości, chęci niesienia pomocy tym, którzy najbardziej tego potrzebują. I chociaż ona sama nie lubi, gdy się tak o niej mówi, to uważam, że jak najbardziej na to zasługuje. Poza tym należy ludziom uświadamiać i mówić głośno, że problem trądu ciągle istnieje, że gdzieś daleko w środkowych Indiach jest taki ośrodek jak Jeevodaya, w którym to właśnie polska lekarka niesie pomoc trędowatym i ich rodzinom, a także innym chorym.

 

Po trzech tygodniach przyszedł czas na pożegnanie i oczywiście nie obyło się bez łez. W trakcie pobytu zdążyłam się poznać bliżej z niektórymi z dzieciaków, miałam też swoich ulubieńców i zwyczajnie żal mi było stamtąd wyjeżdżać. Możliwość poznania dr Heleny też była niesamowitym doświadczeniem. Na koniec piosenka pożegnalna od wszystkich dzieciaków z ośrodka, kilka uścisków, słów i spojrzeń w oczy i trzeba po raz ostatni minąć tablicę z napisem „Jeevodaya Social & Leprosy Rehabilitation Center”.
 

Po wyjeździe z Jeevodaya zostało nam jeszcze trochę czasu na podróżowanie po Indiach. Udało nam się zwiedzić niewielką część Mumbaju, który jest najbardziej zurbanizowanym miastem w kraju. Niezwykle magicznym miejscem są groty mieszkalne wykute w skałach sprzed około dwóch tysięcy lat, znajdujące się w środku dżungli, tzw. Canheri Caves. Rozciągające się przepiękne krajobrazy, otaczająca zieleń, biegające wokół dzikie małpy i imponujące płaskorzeźby wywarły na mnie ogromne wrażenie. Na koniec wyprawy przyszedł czas na wypoczynek na plażach Goa i chociaż pogoda nam nie sprzyjała, były to cudowne chwile spędzone wśród ciekawych ludzi i w pięknych okolicznościach przyrody.


Po miesiącu spędzonym w tak innym od naszego świecie przyszedł czas na powrót do domu. Nie ukrywam, że nie było to dla mnie łatwe. Z jednej strony radość i szczęście, bo zobaczę znów najbliższych i bezpiecznie wrócę do domu, a z drugiej strony żal, że to już się skończyło, że tak szybko. Pomimo ogromnej biedy i wielu innych rzeczy i zjawisk, których nie da się zrozumieć żyjąc w Polsce, ja zakochałam się w Indiach. Może nawet nie tyle w samym kraju co w ludziach tam żyjących, ich kulturze, prostocie, otwartości.

 

Pobyt w Jeevodaya wzbogacił mnie nie tylko z medycznego punktu widzenia, ale także jako zwykłego człowieka. Indie nauczyły mnie trochę pokory, doceniania tego co się ma, zwróciły moją uwagę na inne wartości. Mam nadzieję, że może kiedyś uda mi się wrócić do tego magicznego kraju kontrastów…

 

Źródło: Bogumiła Pawelczyk
Autor: Bogumiła Pawelczyk
Data dodania: 2011-07-08 21:01:37
Data modyfikacji: 2019-09-21 02:09:54
Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



REKLAMA
 
 
ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.